Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Recenzje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Recenzje. Pokaż wszystkie posty

29 marca, 2014

Testuję - koncentrat cynamonowo-kofeinowy z papryką; BingoSpa

Tym razem ostatnia już z recenzji kosmetyków BingoSpa, ale post nie ostatni. Jeszcze się trochę ze mną pomęczycie :)

























Dostępność:
Tylko na stronie producenta: klik.

Skład:
Wybaczcie za jakość.


Wydajność:
Jest całkiem wydajny, jeśli używamy go na jedną partię ciała. Jeżeli używamy go jednocześnie na brzuch, uda i pośladki oczywiste jest, że zużyjemy go znacznie więcej. W sumie produktu nie należy nakładać dużo, więc całkiem niewielka ilość wystarcza na pokrycie wybranej części ciała.

Konsystencja:
Lekka, ale nie wodnista. Nie jest również galaretowana. Spoistość idealna jak dla takiego kosmetyku. Brak grudek.

Zapach:
Głównie w nozdrza rzuca się cynamon. Bardzo intensywna woń przypraw korzennych, dla niektórych może być nawet za bardzo intensywna.

Kolor:
W przeciwieństwie do pozostałych próbek, które miałam przyjemność używać ten produkt ma kolor pomarańczowy.

Od producenta:
"Koncentrat cynamonowo - kofeinowy BingoSpa jest preparatem przeznaczonym do profesjonalnych zabiegów w warunkach domowych. Zawiera maksymalną ilość olejków: cynamonowego, pomarańczowego, goździkowego i kofeiny, które są najskuteczniejszymi, aktywnymi substancjami redukującymi podskórną tkankę tłuszczową, która jest odpowiedzialna za cellulitu. Widoczny efekt! Potwierdzone badaniami, widoczne efekty działania już po 2-3 zabiegach. Cztery parametry jakości skóry - zmierzone przed/po - wykazały widoczną poprawę. Seria zabiegów z udziałem badanego preparatu wyraźnie wyrównywała koloryt skóry, poprawiła jej ogólny wygląd. Skóra była zdecydowanie lepiej nawilżona, wyraźnie wygładzona, odpowiednio napięta. zakończeniu badań skóra wszystkich probantek była w lepszej kondycji, a przez to widoczność tzw.„pomarańczowej skórki” zdecydowanie mniejsza. Poprawa napięcia i elastyczności skóry uda powodowała, iż wydawały się one smuklejsze. Uwaga!!! Bardzo ważne jest, aby antycellulitową kurację rozpoczynać od nakładania małych ilości koncentratu BingoSpa stopniowo zwiększając je w kolejnych zabiegach. Prawdziwy koncentrat o bardzo mocnym działaniu. Nie stosować po kąpieli! Może wystąpić silne uczucie grzania i pieczenia. Preparat nakładać na skórę cienką warstwą ew. wymieszać z kremem/balsamem do ciała. Przed użyciem preparatu zapoznaj się z zasadami jego stosowania"

Moja opinia:
Na początku powiem Wam, że naprawdę trzeba przestrzegać tego, co pisze producent na opakowaniu. Pod żadnym pozorem nie próbujcie ustalać nowych 'reguł'. Ja chcąc zrobić po swojemu przytrzymałam koncentrat (za pierwszym razem) chwilę dłużej i w efekcie otrzymałam niemiłosiernie piekący tyłek ;P Tak naprawdę łącznie preparat miałam na skórze jakieś 15 minut, ale jest to jednak o 10 za dużo niż sugeruje napis na saszetce. Myślałam, że tak niewielka różnica czasu dużo nie zmieni. 
Niestety kosmetyku używałam tylko raz, bo niestety czas mi na to nie pozwalał, a jeśli już miałam chwilę to kompletnie z głowy wypadało mi to, że mam takie 'coś' w zanadrzu, więc nie jestem w stanie stwierdzić czy stosowanie go dało jakieś większe efekty, co do obecności cellulitu. Osobiście nie wierzę w takie cuda, ale myślę, że mogą być nawet niemałą pomocą przy dążeniu do jędrnego ciała, zaraz obok zdrowego odżywiania i aktywności fizycznej. 
Preparat stosuje się całkiem przyjemnie, ponieważ jego konsystencja nie jest zbyt wodnista, ani zbyt gęsta. Używanie go umila woń przypraw korzennych, głównie cynamonu, ale również i goździka. Jeżeli nie przepadacie za tymi wariantami zapachowymi szczerze Wam odradzam ten kosmetyk, bo aromat jest bardzo, ale to bardzo intensywny. Nie ma sensu męczyć waszych nozdrzy. Jeżeli jednak przepadacie za nimi polecę z ręką na sercu.
Jak pisałam wyżej, kosmetyku używałam tylko raz, ale mogę śmiało napisać, że jego działanie po prostu czuć. Czuć jak rozgrzewa się skóra, a po chwili lekko piecze. Gdy zaczniemy mieć wrażenie lekkiego gorąca i mrowienia jest to znak, że najwyższa pora zmyć kosmetyk ze skóry.

Czy polecam?:
Trudno to określić, ale moja intuicja podpowiada mi, że kosmetyk jest całkiem dobrej jakości i naprawdę może nas wspomóc w walce z 'pomarańczową skórką'.

Cena:
Na stronie producenta jest to (obecnie trwa promocja) 26,55 zł/ 250 g lub 2,30 zł/ 10g (próbka).

Ocena:
4,5/6

Czy kupię ponownie?:
Raczej nie mam skłonności do zakupowania preparatów na cellulit, więc pewnie i na ten bym się z własnej kieszeni nie pokusiła. Nie zależy to jednak od tego, że produkt jest zły bądź coś mi w nim nie odpowiada. Po prostu wolałabym te pieniądze przeznaczyć na coś innego :)




Fakt, iż otrzymałam produkt w ramach współpracy nie wpłynęło w żaden sposób na moją opinię.

Czy ktoś z Was używał tego koncentratu przez dłuższy czas? Jak się u Was sprawował?
Czekam na Wasze komentarze :) 
Pamiętajcie, aby dobrze wykorzystać tę piękną pogodę w ten weekend! :)

24 marca, 2014

Testuję - krem na szyję i dekolt z kolagenem i algami; BingoSpa

Post miał się pojawić wczoraj, ale zupełnie wyleciało mi to z głowy. Jako że dzisiaj znalazłam wolną chwilę postanowiłam sporządzić kolejną recenzję na temat kosmetyków marki BingoSpa. Jest to przedostatni produkt, więc potem jeszcze tylko jeden i na blogu zaczną pojawiać się wpisy o pozostałej tematyce, bo jak wiecie mam bardzo, ale to bardzo mało wolnego czasu i nie mogę sobie pozwolić na poświęcenie większej jego części na pisanie. Tymczasem zapraszam :)


Dostępność:
Tylko na stronie producenta: klik.

Skład:

Wydajność:
Krem, według mnie, jest mega wydajny. Wystarczy minimalna ilość wielkości ziarnka grochu, aby rozprowadzić go na całej twarzy.

Konsystencja:
Produkt nie jest lejący się, ani też galaretowaty. Myślę, że konsystencja jest w sam raz, jak na krem do pielęgnacji twarzy.

Zapach:
Podobnie jak większość produktów tej marki, które miałam przyjemność stosować pachnie dosyć mydlano. Proszę jednak nie brać tego za wadę :) Zapach jest delikatny, trochę jakby połączenie świeżości z lekką nutą słodyczy. Bardzo trudno określić tę woń, bo nie jestem w stanie wyczuć, żadnego konkretnego aromatu. Utrzymuje się dosyć długo. Nie wiem ile dokładnie, ale kilka dobrych godzin.

Kolor: 
Jak na zdjęciu poniżej oraz obok - biały.

Od producenta:
"Krem na szyję i dekolt z kolagenem i algami BingoSpa o lekkiej konsystencji przeznaczony do codziennej pielęgnacji skóry normalnej, oczekującej kompleksowego nawilżenia, odmłodzenia oraz intensywnej regeneracji.  Krem BingoSpa wchłania się szybko i równomiernie, tworzy na powierzchni skóry cienki film, który wzmacnia jej naturalną barierę hydro - lipidową, chroni przed wysuszającym działaniem środowiska zewnętrznego oraz zmniejsza ubytek wody naskórkowej. Krem powoduje wzrost jędrności i napięcia skóry oraz wyrównanie jej kolorytu.  Tajemnicą efektywności kremu BingoSpa jest duża zawartość rozpuszczalnego kolagenu oraz ekstraktu algowego. Kolagen intensywnie nawilża i uelastycznia skórę, zapewniając efekt intensywnego liftingu i chroni ją przed pogłębianiem się zmarszczek. Ekstrakt algowy bogaty w  substancje aktywne, w tym kompleks witamin A, E i F, który neutralizuje wolne rodniki, dotlenia komórki i usuwa z nich toksyny."

Moja opinia:
Jak wcześniej wspominałam konsystencja kremu jest lekka, ale nie lejąca się. Dzięki temu, podobnie jak twierdzi producent, produkt wchłania się naprawdę szybko. Po zastosowaniu skóra jest wygładzona i ujędrniona. Wszelkie uczucie ściągnięcia czy wysuszenia znika w tempie natychmiastowym.
Zawartość parafiny na jednym z pierwszych miejsc może niektórych skutecznie odstraszać nawet bez próbnego podejścia. Ja raczej nie zwracałam (teraz przykładam do tego większą wagę) na to uwagi i nigdy nie zdarzyło mi się dyskryminować żadnego kosmetyku tylko i wyłącznie przez zawartość parafiny. Czasem działa ona pozytywnie i nie jesteśmy w stanie odczuć negatywnych skutków stosowania określonego artykułu. Niestety nie mogę tego napisać o tym kremie. To prawda, że nasza buzia doznaje nawilżającego szoku, ale niestety tworzy się na niej ten mój znienawidzony film. Gdy wspominałam o wydajności, napisałam, że produktu wystarczy niewielka ilość na całą twarz. Prawda, ale bardzo łatwo jest 'przedawkować', a wtedy efekt nie jest zbytnio komfortowy. Twarz się świeci i nasza cera sprawia wrażenie, jakby była pokryta klejem, bo właśnie taka jest w dotyku. Producent wspomina o owym filmie i twierdzi, że krem przeznaczony jest dla osób ze skóra normalną. Guzik prawda! Krem na pewno nie nadaje się dla osób ze skórą mieszaną, normalną, ani tym bardziej tłustą. Jeśli mogłabym komuś polecić przetestowanie tego kosmetyku to tylko osobom ze skórą bardzo suchą. Jak dla mnie film, który powstał był bardzo niekomfortowy i nie mogłam doczekać się chwili, kiedy zmyję go z twarzy :)

Czy polecam?:
Na to pytanie możecie sobie sami odpowiedzieć, przeczytawszy powyższy tekst :) Jeśli znajdą się chętne osoby zrobię małe rozdanie, gdzie będzie można samemu przetestować dwa kremy - w tym ten do szyi i dekoltu. Chciałby ktoś? :)

Cena:
Na stronie producenta dostaniemy krem za 34 zł/50 g

Ocena:
3,5/6

Czy kupię ponownie?:
Na pewno nie zdecydowałabym się na zakup pełnowartościowego produktu.


Fakt, iż otrzymałam produkt w ramach współpracy nie wpłynęło w żaden sposób na moją opinię.

Ktoś z Was używał tego kremu? Co Wy o nim myślicie?
Jeszcze w tym tygodniu coś powinno się pojawić, przynajmniej bardzo liczę na taką możliwość.
Miłego wieczoru :)

27 lutego, 2014

Testuję - kolagen do ciała; BingoSpa

Witam w jakże tłusty dzień :)
Dzisiaj nadeszła pora na następny post z recenzją kolejnego kremu BingoSpa :) Tym razem przyjrzę się kolagenowi do ciała.


Dostępność:
Tylko na stronie producenta: klik.

Skład:

Wydajność:
Krem jest wydajny. Niewielka ilość starcza na pokrycie sporej części ciała.

Konsystencja:
Krem nie spływa z dłoni, ale jest bardzo rzadki. Wydaje się jakby był rozcieńczony wodą. Konsystencja
mało spójna :)

Zapach:
Jego woń jest taka.. zwyczajna. Ani to kwiaty, ani to owoce, ani to zapach damski, męski.. Mi pachnie jak mydło. Pachnie jak zwyczajne mydło w kostce. Zapach świeży, nieduszący, ale mydlany. Utrzymuje się dosyć długo.

Kolor:
Biel :)

Od producenta:
"Kolagen do ciała BingoSpa dzięki lekkiej konsystencji i wyjątkowo aktywnym składnikom, poprawia kondycję skóry, zapewnia jej piękny i atrakcyjny wygląd. Kolagen do ciała BingoSpa do codziennej pielęgnacji, doskonale się rozprowadza i szybko wchłania, bez niemiłego uczucia lepkości. Pozostawia skórę jedwabiście gładką, odprężoną i pachnącą."

Moja opinia:
Kolagen bardzo łatwo się rozprowadza dzięki swojej nadzwyczaj lekkie konsystencji. Dzięki temu, że jest dosyć rzadki wystarcza naprawdę bardzo mała ilość na pokrycie nią wybranej części ciała. Ilość przedstawiona na zdjęciu wystarczyła mi na pokrycie całego uda i kawałka łydki. Skóra od razu wydaje się nawilżona i gładsza. Efekt utrzymuje się do zmycia preparatu ze skóry, czyli tyle, ile przeważnie utrzymują się podobne kremy. Wchłania się dosyć szybko i nie pozostawia uczucia tłustej skóry. Tak jak napisałam nawilża, ale nie pozostawia nieprzyjemnego, tłustego filmu na skórze. 
Mydlany zapach nie jest męczący, ale nie jest też taki, nad którym można by wzdychać. Po nałożeniu preparatu mamy wrażenie jakbyśmy dopiero co wyszły spod prysznica :) Zapach jest intensywny i utrzymuje się dosyć długo, bo nawet kilka dobrych godzin. Mimo to woń jest całkiem przyjemna. Na pewno nie męczy nosa i nie podrażnia śluzówek.
Mimo, że w składzie znajduje się parafina to ja nie odczułam żadnego niepożądanego efektu związanego z jej obecnością. Skóra nie została zapchana, jak i również nie zaczerwieniła się i nie pojawiły się krostki. Krem mnie nie uczulił.

Czy polecam?:
Nie jest to coś, co zasługuje na ogromne oklaski. Jak dla mnie zwykły przeciętniaczek.

Cena:
Na stronie producenta jest to 14 zł/300 ml.

Ocena:
5/6 Zwykły przeciętny krem. Nie ma w nic nic szczególnego, aby zasłużył na 6, ale jednocześnie nie jest zły, aby dostać niższą ocenę.

Czy kupię ponownie?:
Kolagen dostałam w ramach współpracy, ale myślę, że nie skusiłabym się na jego pełnowymiarową wersję. Jak dla mnie za rzadki.


Fakt, iż otrzymałam produkt w ramach współpracy nie wpłynęło w żaden sposób na moją opinię.


Miałyście okazję używać tego kosmetyku? Lubicie preparaty od BingoSpa? Jaka jest Wasza opinia? 
Życzę Wam przepysznych pączków i mnóstwa faworków :) Raz na jakiś czas można sobie pozwolić na małe szaleństwo :)

21 lutego, 2014

Testuję - serum kolagenowe uda, pośladki, brzuch; BingoSpa

Witajcie :)
Dzisiaj kolejny post z recenzją kremów firmy BingoSpa. Po lupę tym razem biorę serum kolagenowe na uda, pośladki i brzuch.


Dostępność:
Z tego co wiem, tylko na stronie firmy: klik.

Skład:

Wydajność:
Przeciętna. Dwie próbki, każda po 5 g, wystarczyły mi na wmasowanie produktu po 4 razy na każde udo, z czego ostatnie nakładanie kremu było wyjątkowo ubogie :)

Konsystencja:
Dosyć gęsta, nie lejąca się. Można by porównać ją do rzadkiego kisielu.

Zapach:
To jest właśnie to, co głównie mnie w tym kremie urzekło. Zapach jest prze-pięk-ny! Po pierwszym kontakcie wyczułam intensywną woń mango i papai, ale po doczytaniu na opakowaniu, że znajduje się tam również 'coś' z brzoskwini można wyróżnić również ją, ale nie zmienia to faktu, że przeważa piękny, słodki zapach papai - jak na mój nos :)
Kolor:
Biały :) Wybaczcie za jakość i wykonanie zdjęcia, ale było robione na przedramieniu (widać nawet włoski :)) o bardzo późnej porze, gdy ostatni raz nakładałam serum.

Od producenta:
"Serum kolagenowe BingoSpa zawierające wysokowartościowe, naturalne składniki aktywne skutecznie zmniejszające objawy cellulitu na brzuchu, udach i pośladkach. Wchłonięte składniki kolagenowego serum BingoSpa zmniejszają objawy cellulitu, poprawiają kondycję i koloryt skóry, odżywiają, nawilżają i wygładza skórę."

Moja opinia:
źródło
Po nałożeniu serum i wmasowaniu go okrężnymi ruchami, tak jak to zaleca producent, skóra staje się natychmiast gładka i nawilżona. Nie zauważyłam na niej żadnych zaczerwień, a po dwóch dniach stosowania nie ukazały się, żadne krostki. Krem jest delikatny i rzeczywiście konsystencja jest lekka, przez co serum wchłania się stosunkowo szybko. Co bardzo ważne, na skórze nie powstaje klejący film, którego bardzo, ale to bardzo nie lubię. Używanie produktu umilał, jak już wcześniej wspomniałam, piękny i uwodzicielski, intensywnie owocowy i słodki zapach, który roznosił się po całym pomieszczeniu w mgnieniu oka. Oprócz tego w oryginalnym opakowaniu serum znajduje się w pojemnej butelce, którego stosowanie ułatwia nam pompka dozująca.
Trudno mi określić czy spełnił swoje zadanie co do zredukowania cellulitu, ponieważ miałam do rozgospodarowania tylko dwie małe próbki. Tym bardziej trudno byłoby się spodziewać jakichkolwiek efektów po dwóch, czy trzech dniach stosowania :) Niemniej jednak masaż przy użyciu kremu był bardzo przyjemny. Krążenie w skórze się poprawiło, przez co również polepszył się jej wygląd. 
Myślę jednak, że warto wypróbować tę pozycję jeśli szukamy pomocy w walce z pomarańczową skórką, tym bardziej, że cena jest zachęcająca. Natomiast nie zapominajmy o zdrowym żywieniu i aktywności fizycznej, które są w tym aspekcie niezastąpione. Wszelakie kremy są jedynie dodatkiem polepszającym efekt :)

Czy polecam?:
Tak jak wyżej, myślę, że produkt jest wart uwagi i z czystym sumieniem mogę go Wam polecić, abyście przekonali się na własnej skórze.

Cena:
Na stronie producenta jest to 16 zł/300 ml.

Ocena:
5,99/6  ze względu na to, że nie mogłam ocenić działania antycellulitowego :)

Czy kupię ponownie?:
Serum otrzymałam w ramach testowania, ale z chęcią skusiłabym się na pełnowymiarowy produkt.


Fakt, iż otrzymałam produkt w ramach współpracy nie wpłynęło w żaden sposób na moją opinię.


Miałyście przyjemność stosować to serum? Może byłyście w posiadaniu całego produktu? Podzielcie się swoimi wrażeniami i efektami :) 
Udanego dnia :)





09 lutego, 2014

Testuję - delikatnie złuszczający krem z kwasami AHA, BingoSpa

Witam :)
W styczniu otrzymałam produkty od firmy BingoSpa w ramach współpracy z blogami, a że niestety mój bardzo ograniczony zasób czasu nie pozwolił na wcześniejsze testowanie i opisywanie rezultatów, dlatego robię to dzisiaj kiedy znalazłam krótką chwilę na bloga.
Troszkę o firmie: "BingoSpa to producent, importer surowców oraz marka kosmetyczna obecna w kilkunastu krajach, która istnieje od 1988 roku i oferuje ponad 500 kosmetyków.
Marka BingoSpa to energetyczne kosmetyki, komponenty do zabiegów domowego SPA, kolagen, borowina, olej arganowy, keratyna, kwas hialuronowy, kwas glikolowy, kwasy AHA, sól i błoto z Morza Martwego. Zaawansowana pielęgnacja twarzy, włosów i ciała. Wyszczuplanie, cellulit, trądzik, rozstępy, zdrowe stopy, szampony bez SLES, odżywki i kuracje do włosów, sole do kąpieli i okładów, kremy i maski do twarzy.  
W kosmetykach  BingoSpa znajdują się głównie surowce naturalne, ekstrakty roślinne i niespotykane kompozycje zapachowe z całego świata. "
Osobiście z ową firmą nie miałam wiele wspólnego i jest to moje pierwsze spotkanie. Bardzo miło mi, że zostałam zaangażowana do kolejnej edycji współpracy i jeszcze raz dziękuję za otrzymanie produktów. 

Będę miała przyjemność testować
  • delikatnie złuszczający krem z kwasami AHA (2x5g)
  • koncentrat cynamonowo-kofeinowy z papryką (2x10g)
  • kolagen do ciała (2x10ml)
  • serum kolagenowe: uda pośladki i brzuch (2x5g)
  • krem na szyję i dekolt z kolagenem i algami (2x5g)


Dzisiaj pod lupę weźmiemy pierwszy z nich, czyli delikatnie złuszczający krem z kwasami AHA.

Dostępność:
Z tego co wiem, tylko w sklepie internetowym producenta: klik.


Skład:


Wydajność:

Osobiście kremów używam w bardzo małych ilościach raczej tylko po to, aby zlikwidować efekt ściągnięcia skóry. Póki co próbki użyłam 3 razy, a jest jej jeszcze całkiem sporo (przypomnę, że moja próbka ma 5g).



Konsystencja:

Nie jest to gęsty krem, ośmieliłabym się nawet napisać, że jest dosyć rzadki, ale się nie rozlewa.


Zapach:
Nie jest męczący. Delikatny, słodkawy, ale nieco sztuczny owocowy zapach. 

Kolor:
Biały, co tutaj się rozpisywać :) 

Od producenta:
"wyjątkowy, złuszczający krem, który redukuje zaskórniki i zmniejsza rozszerzone pory. Krem BingoSpa reguluje wydzielanie sebum. Dzięki właściwościom złuszczającym naskórek, ogranicza ilość wyprysków i blizn potrądzikowych. Krem BingoSpa z kwasami AHA jest zalecany do pielęgnacji skóry mieszanej, tłustej, trądzikowej z tendencją do powstawania zaskórników.


Stosowanie kwasów AHA do skóry zniszczonej działaniem słońca zapewnia poprawę nie tylko jej powierzchniowych warstw, ale również wpływa korzystnie na tkankę łączną.
Badania prowadzone przy pomocy ultradźwięków potwierdziły, że po kilkutygodniowym stosowaniu kremów z kwasami AHA następuje wyraźne podwyższenie w skórze aktywności fibroplastów  - komórek odpowiedzialnych za wytwarzanie kolagenu, co skutkuje lepszym nawilżeniem, a w konsekwencji do znacznej poprawy stanu skóry. Dzięki temu, że równomiernie rozprowadzają pigment oraz zapobiegają jego zbijaniu się w grudki, kwasy owocowe rozjaśniają plamy pigmentacyjne (np. starcze, wątrobowe).

Krem BingoSpa z kwasami AHA zmniejsza zanieczyszczenia i porowatości nadając skórze gładkość, dzięki czemu skóra staje się zwyczajnie piękna i promienna, delikatnie pachnąca."


Moja opinia:
Krem dzięki swojej lekkiej konsystencji bardzo szybko się wchłania i, co dla mnie jest ważne, nie pozostawia żadnego filmu, ani tłustej warstwy. Skóra otrzymuje natychmiastowe nawilżenie i od razu poprawia się jej wygląd i elastyczność. Zapach jest całkiem przyjemny, ale niestety kojarzy mi się troszkę z tanimi jogurtami owocowymi, które mają w swoim składzie sztuczne aromaty. Moja skóra czasami miewa złe dni i jest wrażliwa, na niektóre kosmetyki. Tym razem nie zauważyłam złego działania kremu. Brak zaczerwienienia czy jakiegokolwiek innego podrażnienia. Cera gładka, ale nietłusta. Ogólne działanie oceniam na duży plus, bo, co się rzadko zdarza, owy krem likwiduje uczucie ściągnięcia przy niewielkiej ilości produktu. Zastanawia mnie jednak jedna rzecz. O jakie złuszczanie chodziło producentowi? Nie wiem czy ja źle zrozumiałam działanie kremu, czy producent przedobrzył z wypisywaniem działań artykułu. 

Aby moje słowa związane z natychmiastową poprawą elastyczności i nawilżenia nie były bezpodstawne przedstawiam Wam porównanie moich dłoni (po lewej-lewa, po prawej-prawa). Myślę, że różnicę widać gołym okiem. Jak myślicie, która dłoń jest nakremowana złuszczającym kremem? :)
Dla osoby, która jako pierwsza odpowie poprawnie przygotuję jakąś małą niespodziankę :) 
Jednak się pomyliłam i wcale tej różnicy na Bloggerze nie widać; może jednak uda się Wam zgadnąć? Zepsuta jakość zdjęć :(

Czy polecam?:
Polecam każdemu kto szuka niedrogiego, a dobrego kremu, który nawilży jego skórę przy jednoczesnym nienatłuszczaniu jej. Głównie będzie się sprawdzał u osób, które posiadają tłustą oraz mieszaną lub wrażliwą cerę.

Cena: 
Na stronie producenta produkt kosztuje 22 zł/ 100 g. Myślę, że cena jest jak najbardziej przystępna, tym bardziej, że produkt wart uwagi.

Ocena:
5/6. -1 punkt za złuszczanie, którego w ogóle nie odczułam.

Czy kupię ponownie?:
Jak wiecie moja opinia była pisana na podstawie otrzymanej próbki, ale gdybym potrzebowała nawilżającego kremu, na pewno taka możliwość bym rozważała.


Fakt, iż otrzymałam produkt w ramach współpracy nie wpłynęło w żaden sposób na moją opinię.



Na dzisiaj to wszystko. Ma nadzieję, że uda mi się wpadać częściej. Życzę miłego wieczoru i zapraszam do odwiedzania bloga :)


12 października, 2013

Odżywka nawilżająca. Do włosów suchych i zniszczonych, Isana

Kurcze... Zupełnie się nie wyrabiam. Chciałam napisać coś w tygodniu, a wyszło, jak wyszło. Chciałabym to nadrobić, ale nie bardzo mam kiedy, naprawdę. Liczę tylko na Waszą wyrozumiałość :)
Odżywka nawilżająca. Do włosów suchych i zniszczonych, Isana, 300 ml.
Dostępność:
Odżywki z Isany kupuję tylko i wyłącznie w Rossmannie. Nigdzie indziej nawet ich nie widziałam i podejrzewam, że nie ma.

Skład:
Aqua, Cetearyl Alcohol, Glyceryl Stearate Se, Niacinamide, Panthenol, Betaine, Aloe Barbadensis Gel, Gossypium Herbaceum Seed Extract, Glycerin, Quaternium-87, Behentrimonium Chloride, Isopropyl Alcohol, Stearamidopropyl Dimethylamine, Parfum, Citronellol, Hexyl Cinnamal, Linalool, Limonene, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Sodium Hydroxide, Citric Acid.

Wydajność:
Osobiście nie jest zachwycająca, ale starcza na około miesiąc. Używałam jej praktycznie codziennie i to w sporych ilościach, więc jako dobrą można określić :)

Konsystencja:
Gęsty, trochę jak, wybaczcie za wyrażenie, przememłana galaretka :D Jakby miała grudki, ale ich nie ma.. Nie wiem jak to określić.. Noo.. Taka fajna :) (brak zdjęcia :()

Zapach:
Przyjemny, świeży i utrzymuje się na włosach jakiś czas.

Kolor:
Biały, co mam się rozpisywać :)

Od producenta:
Odżywka nawilżająca. Do włosów suchych i zniszczonych.

  • z kompleksem nawilżającym
  • wzbogacona wyciągiem z bawełny
  • nie zawiera silikonów i parabenów
Intensywnie nawilża włosy suche i zniszczone, nadaje włosom wyjątkowy połysk. Kombinacja wysokojakościowych składników, wzbogacona wartościowym wyciągiem z bawełny zapewnia włosom suchym i zniszczonym odpowiednią dawkę wilgoci i pomaga w utrzymaniu ich poziomu wilgotności. W wyniku intensywnej pielęgnacji włosy mają olśniewający połysk. Przyjemny zapach sprawia, że mycie włosów staje się szczególnym doznaniem. Produkt nie zawiera silikonów i parabenów.

Moja opinia:
Zdecydowanie najlepsza z tych trzech, które używałam, czyli lepsza od różowej i żółtej. Rzeczywiście nawilża i wygładza. Włosy są miękkie i błyszczące. Uwielbiam ją :) Zapach świetny i, tak jak pisałam utrzymuję się dobre kilka godzin. Nie obciąża włosów i nie przyspiesza przetłuszczania. Idealna konsystencja, która ułatwia 'dawkowanie'. Nie leje się pół opakowania, tylko spokojnie można odmierzyć odpowiednią ilość. Opakowanie też wygodne, łatwo się otwiera. Jedyne do czego mogę mieć zastrzeżenia to do tego, że pod tę niebieską część otwarcia wpływa woda i trzeba potem jakoś ją z tego miejsca wydostać albo będziemy mokrzy :)

Czy polecam?:
Jest godna zaufania w 100%. Naprawdę zachęcam do wypróbowania :)


Cena:
Zwykle w granicach 4-5 zł. Obecnie, z tego co wiem, jest po 3.99 zł w Rossmannie.

Ocena:
6/6 co tu więcej pisać? :)

Czy kupie ponownie?:
Na pewno do niej wrócę. Wypróbowałam wszystkie inne (oprócz tej do włosów farbowanych) i nie mam innych w kolejce, więc zapewne ta będzie następna.

Używałyście? Co o niej sądzicie? Może macie w planie ją kupić? Do miłego :)

29 września, 2013

Szampon z żeń-szeniem do włosów tłustych u podstawy i suchych na końcach, Green Pharmacy

Cały tydzień cisza na blogu.. Dodanie postu przedłużało się od wtorku do dzisiaj. Miałam napisać wczoraj, ale czas zapełniły mi inne zajęcia. Dzisiaj w końcu się zmobilizowałam i usiadłam przed laptopem. Już jeden szampon od GP już u mnie gościł. Jak się sprawdził kolejny? Zapraszam :)
Szampon z żeń-szeniem do włosów tłustych u podstawy i suchych na końcach,Green Pharacy, 350 ml.

Dostępność:
Podobnie jak jego poprzednik, został zakupiony w Rossmannie. Nie zauważyłam go w marketach, aptekach czy zwykłych sklepach osiedlowych.

Skład:
Aqua, Sodium Myreth Sulfate, Cocamidopropyl Betaine, Lauryl Glucoside, Cocamide DEA, Sodium Chloride, Panthenol, Panax Ginseng Root Extract, PEG-12 Dimethicone, Polyquaternium-10, Citric Acid, Parfum, Benzyl Alcohol, Methylchloroisothiazolinone, Methylisothiazolinone.

Wydajność:
Jak dla mnie jest wystarczająca. Nie pamiętam kiedy go kupiłam, ale już zostało go na jakieś 1-2 mycia. Średnio starcza na jakieś ponad 3 miesiące przy myciu 5 razy w tygodniu przez jedną osobę.


Konsystencja: 
Nie jest gęsty. Jak widać na zdjęciu obok spoistość bardzo płynna.

Zapach: 
Ziołowy, delikatny, nie męczy. Nie utrzymuje się długo na włosach (po myciu używam odżywki).

Kolor:
Przezroczysty.

Od producenta:
W ziołowych szamponach serii Green Pharmacy zebraliśmy wszystko czym obdarza nas Matka Natura. Wyciąg z korzenia żeń-szenia wzmacnia cebulki włosowe, działa przeciw wypadaniu włosów, reguluję pracę gruczołów łojowych, dzięki czemu każdy włos od korzenia aż po końce staje się zdrowy, jedwabisty i pełen naturalnego blasku. Regularne stosowanie szamponu sprawia, że włosy stają się zdrowe, nawilżone, elastyczne i pełne blasku.

Moja opinia:
Odczucia, podobnie jak z poprzednikiem, bardzo dobre. Miałam wrażenie, że rzeczywiście włosy przestały się tak niesamowicie przetłuszczać. Oczywiście nie było zmiany z dnia na dzień, że mogłam myć włosy raz w tygodniu, ale po całkiem niedługim czasie używania włosy były świeże przez kilka kolejnych godzin, co dla mnie było naprawdę ogromnym postępem. Zauważyłam także, że szampon nie wysuszył końcówek. Nie nawilżył ich, ale nie zostały one przesuszone. Różnicy w ilości wypadania włosów czy też wzmocnienia cebulek nie zauważyłam. Nigdy nie oczekiwałam takich efektów od szamponu i pewnie nigdy nie będę. Czegoś takiego mogę wymagać od olejków czy wcierek. Włosy po umyciu bardzo ładnie się błyszczą i są sypkie.

Czy polecam?:
Szampon jak najbardziej godny polecenia. Zachęcam by samemu przetestować na 'własnej skórze' :)

Cena:
7,49zł/350ml

Ocena:
4,5/6

Czy kupię ponownie?:
Jeśli nie znajdę innego, lepszego czemu nie? Póki co mam jeszcze kilka pozycji do wypróbowania :)

A Wy używałyście tego szamponu? Co sądzicie o produktach GP? Może Wy polecicie ich inne artykuły? Miłego wieczoru :)


22 sierpnia, 2013

Żel pod prysznic Dove go fresh Rebalance

Tym razem znowu mam dla Was recenzję, ale następny wpis będzie na trochę inny temat - przynajmniej się postaram :)

Żele Dove.. Pewnie część z Was już je miała w swojej łazience, jednak ja jestem nic zachwycona i muszę o nim napisać :)



 Żel pod prysznic Dove go fresh Rebalance ze śliwką i kwiatem wiśni, 250 ml

Dostępność:
Zakupić go można w każdym hipermarkecie, drogeriach i zapewne w mniejszych sklepikach także.

Skład: 
Aqua, Sodium Laureth Sulfate, Sodium Cocoyl Glycinate,  Lauric Acid, Sodium Lauroyl Isethionate, Glycerin, Helianthus Annuus Hybryd Oil, Prunus Salicina Friut Extract, Prunus Serrulata Flower Extract, Lactic Acid, Maltodextrin Stearic Acid, Sodium Palmitate, Sodium Isethionate, Parfum, Sodium Chloride, Carbomer, Sodium Stearate, Titanium Dioxide, Cocamidopropyl Betaine, Sodium Palm Kernelate, Zinc Oxide, Tetrasodium EDTA, Tetrasodium Eitronate, Alumina, Sodium Hydroxide, Citric Acid, BHT DMDM Hydantion, Potassium Sorbate, Sodium Benzoate, Methylisothiazolinone, Benzyl Salicylate, Butylphenyl Methylpropional, Geraniol, Limonene, Linalool, CI 77891, CI 42090, CI 17200.

Wydajność: 
W tej kwestii jest przeciętny. Nie trzeba go użyć dużo, bo szybko się pieni, ale należy aplikować go 2 do kilku razy w ciągu jednej kąpieli. Mi osobiście starczył na jakieś 5-6 miesięcy.

Konsystencja:
Jest (według mnie) bardzo gęsty. Dla mnie jest to plus, ponieważ używamy go tyle ile potrzebujemy, panując na ilością. Przy wodnistych żelach często zdarza się, że wypływa ich znacznie więcej niż jest potrzebne. Spoistość idealna :)

Zapach: 
Zniewala od pierwszego 'wąchnięcia' :) Już z opakowania wydobywa się jego owocowa woń. Jest jednocześnie słodki, ale nie mdły. Po prostu cudo :) Na skórze utrzymuje się całkiem długo. Trudno mi określić ile dokładnie, bo w sumie nie patrzyłam na zegarek, ale myślę, że kilka godzin na pewno (2-4). Oprócz tego, gdy ponownie wchodziłam do łazienki zapach dalej się utrzymywał. Można by tam siedzieć i siedzieć..

Kolor:
Podobnie jak w przypadku żelu do twarzy Lirene mój aparat nie odzwierciedlił dokładnej jego barwy. Jest to odcień jasnego fioletu, który resztkami sił przebija się przez biel. Nie nachalny, nie nudny.. Ani na plus, ani na minus.  Kolor jest mi obojętny. W sumie to lepiej, że nie jest naćkany ogromną ilością barwników :)

Od producenta:
Niestety na opakowaniu nie mam nic, ponieważ jest tylko polska naklejka, na której zamieszczono jedynie nazwę produktu. Jednak, żeby nie było pustego pola poszukałam w internecie i oto co znalazłam: "Przywróć ciało i umysł do stanu równowagi z Dove Rebalance. Unikalne połączenie soczystego aromatu śliwki i wiosennego zapachu kwiatu wiśni przyjemnie nastroi na cały nadchodzący dzień, a formuła NutriumMoisture™ zadba o Twoją skórę zapewniając jej odpowiednie odżywienie."  Producent się nie rozpisał. Oczywiście lepsze to niż sztuczne zapewnienia :)

Opinia:
Żel nie podrażnia, nie uczula (mi się nie zdarzyło) i doskonale nawilża. W efekcie ciało jest delikatne i miękkie. Miałam wrażenie jakbym była nowo narodzona, tak miałam gładką skórę. Jak wcześniej pisałam, możemy 'odpłynąć' dzięki pięknemu, nienachalnemu zapachowi :) Nie ma mowy o wysuszeniu lub ściągnięciu skóry, mimo, że już na drugim miejscu możemy znaleźć składnik podrażniający i 'wyciągający' z nas wodę. Natomiast pierwszy raz w składzie żelu pod prysznic widzę tyle ekstraktów i olejków. Myślę, że to dzięki nim SLS nie działa negatywnie na nasze ciało. Obie strony się wyrównują :) Według mnie można również spokojnie używać na twarz. Do tego piękna szata graficzna w moich ulubionych kolorach :) 

Czy polecam?:
Polecam jak najbardziej! Świetne działanie i pielęgnacja, a zapach uwodzi :)

Czy kupię ponownie?:
Z ogromną przyjemnością, gdyby tylko cena była mniejsza. Rozumiem, że za dobre kosmetyki się płaci, ale mogłaby być nieco niższa.

Cena:
Zwykle widuje te żele w cenie 10-12 zł/250 ml. Jak pisałam mogłyby się wahać w granicach 7-9 zł, wtedy na pewno więcej osób by je kupowało.

Ocena:
5,5/6 Za co odjęłam? Oczywiście za cenę, która według mnie jest jedynym minusem.

Ja jestem bardzo zadowolona. A Wy miałyście, któryś żel z tej serii? Jaki zapach najbardziej Wam przypadł do gustu? Z chęcią poczytam Wasze opinie, a tymczasem znikam. Słonecznego dnia życzę :)


13 sierpnia, 2013

Delikatny kremowy żel do mycia twarzy, Lirene

Dawno już nie było żadnej recenzji, więc dzisiaj to uzupełnię. Mam jeszcze w rezerwie zdjęcia dwóch innych kosmetyków, o których napisze niebawem :) Tymczasem:

Delikatny kremowy żel do mycia twarzy, wyciąg z owocu noni, gliceryna. Lirene, 150 ml.

Dostępność:
Ja go nie kupowałam, ale nie zdarzyło mi się go spotkać w sklepie. Myślę jednak, że w jakiejś drogerii powinien się znaleźć.

Skład:
Aqua, Coco-Glucoside, Cocamidopropyl Betaine, Triethanolamine, Disodium Ricinoleamido MEA-Sulfosuccinate, Acrylates/C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Styrene / Acrylates Copolymer, PEG-60 Maracuja Glycerides, Glycerin, Propylene Glycol, Morinda Citrifolia Fruit Extract, Methylparaben, Methylchloroisothiazolinone, Methylisothiazolinone, Parfum, Hydroxyisohexyl 3-Cyclohexene Carboxaldehyde, Linalool, Butylpenyl Methylpropional, Hexyl Cinnamal, Alpha-isomethyl Ionone, Benzyl Alcohol.

Wydajność:
Żel jest bardzo wydajny. Z początku wolałam peelingi do twarzy, więc ten stał na półce przez naprawdę długi czas. Używając codziennie, raz dziennie starcza na jakieś 3 miesiące - mniej więcej tak było u mnie. Aby umyć twarz wystarczy niewielka kropla, jednak jakieś 2-3 razy większa niż na poniższym zdjęciu.

Konsystencja:
Żel się nie leje, nie jest płynny. Trudno jego spoistość określić jako gęstą. Jest taki akurat. Nie jest jak galareta, ani jak woda. Mi odpowiada.

Zapach:
Woń jest delikatna nie podrażnia, ani nie razi. Nieco słodkawy, trochę jak lekkie, letnie perfumy. Wyczuwalny po umyciu twarzy i - według mnie- utrzymuje się później całkiem długo, jak na taki ot 'zwyczajny żel'.

Kolor:
Niestety mój aparat nie uchwycił jego barwy, ale na pewno nie jest ona biała. Bardzo blady odcień różu ładnie komponuje się z tonacją opakowania.

Od producenta: 
Czy ten żel jest odpowiedni dla mnie?
To właściwy kosmetyk dla Ciebie, jeśli masz skórę wrażliwą lub skłonną do podrażnień, naczynkową lub bardzo suchą i oczekujesz, aby żel myjący delikatnie usunął z twarzy wszelkie zanieczyszczenia, nie wysuszając przy tym skóry. Żel koi Twoja skórę i sprawia, że jest ona czysta, promienna i miękka w dotyku. Kosmetyk odpowiedni dla skóry w każdym wieku.
Jak działa?
Kompleks łagodnych substancji zmywających oraz niezwykłe właściwości wyciągu z owocu noni sprawiają, że żel łagodnie usuwa z twarzy makijaż i wszelkie zanieczyszczenia. Bogactwo składników aktywnych wyciągu z noni reguluje natłuszczenie skóry oraz wzmacnia naczynka krwionośne. Gliceryna, w trakcie mycia dostarcza skórze dodatkową dawkę nawilżenia, zapobiegając suchości i uczuciu "ściągnięcia" skóry. W efekcie cera jest oczyszczona i ukojona.

Opinia:
Rzeczywiście ten kosmetyk nie podrażnia skóry i doskonale radzi sobie z każdym rodzajem zanieczyszczenia. Po użyciu skóra jest delikatna, nawilżona, miękka i gładka w dotyku. Nie ma tzw. 'efektu maski'. Ani razu nie zdarzyło mi się, aby skóra była 'ściągnięta'. Po nałożeniu na twarz nie pieni się mocno, co jest dla mnie plusem. Ma wtedy konsystencje płynu do naczyń :) Bardzo łatwo można go rozprowadzić i zmyć również makijaż. Nie podrażnia ani oczu, ani błony śluzowej w nosie, co mi się zdarzyło z innym kremem myjącym. Ja zauważyłam również, że po zastosowaniu skóra się nie świeci - jest matowa, tutaj kolejny plus, ponieważ mam tłustą cerę. 
Nie zauważyłam żadnych minusów.

Czy polecam?:
Jak najbardziej! Według mnie jest to świetny produkt. Jest wydajny, nie podrażnia, nawilża i co najważniejsze - dostępny w wielu miejscach. Produkt godny pochwały :)

Czy kupię ponownie?:
Z pewnością. Na razie mam do wykorzystania inny, ale później na pewno do niego wrócę.

Cena:
Jak wspominałam był prezentem, więc nie wiem ile kosztował. Z tego co wyczytałam w internecie to cena waha się w granicach 11-15 zł, czyli naprawdę nie dużo.

Ocena:
6/6 Produkt rewelacyjny i, póki co, jedyny, który dostał ode mnie tak wysoką ocenę :)


Szukając cen do recenzji napotkałam na zupełnie inne opakowania. Domyślam się, że zostały one zmienione. Aktualnie wyglądają tak:  

A co Wy uważacie o tym żelu? Jak się u Was sprawdził? Miałyście przyjemność z nim współpracować? Słonecznego dnia Wam życzę :)


01 lipca, 2013

Aloe vera king Natural, OKF

Dzisiaj, po długiej przerwie w blogowaniu, przybywam z recenzją nietypową, bo 'jedzeniową' :) Zapraszam!
Napój z cząstkami aloesu, smak granatu, OKF, 500ml.
Dostępność:
Wcześniej nie zwracałam na niego uwagi, a okazało się, że wcale nie jest go tak ciężko znaleźć. W większych marketach typu Tesco, Biedronka, Lidl itp. nie widziałam, ale za to w mniejszych sklepach, takich można by rzec, osiedlowych, owszem. Aby go znaleźć jednak trzeba nieco poszperać :)

Wartości odżywcze w 100 ml:

  • wartość energetyczna: 35 kcal
  • sód: 3 mg (1%)
  • węglowodany: 9 g (7%)
  • cukry: 8 g



Skład: 
Woda mineralna (58%), koncentrat z soku aloesu (21%), cukier trzcinowy (11%), pulpa aloesowa (9%), miód, kwas: mleczan wapnia; naturalny aromat granatu, przeciwutleniacz: kwas askorbinowy, regulator kwasowości: cytrynian sodu, stabilizator: guma gellan.

Opinia: 
Według mnie skład jest bardzo przyzwoity, jak na kupny napój. Mogę się mylić, ale gdy się spojrzy na inne soki to zawartość owoców, a raczej ich znikomej ilości przecierów, nijak się ma do tej w tym napoju. Mimo wszystko, jednak z granatu jest jedynie aromat. Taki mały minus :) Pijąc czuć lekki posmak granatu i ogromne cząstki miąższu aloesu. Nie przesłodzone, nie kwaśne - w sam raz. Smakuje zwyczajnie, choć był nieco rozwodniony. Kolor lekko różowy. Myślę, że nie pochodził on z aloesu, ani z aromatu, więc coś mi powiewa barwnikiem, którego w składzie nie ma.

Średnia cena:
5-6 zł/ butelka 500 ml.

Ogólna ocena:
4/6 Dobrze, że ma w sobie prawdziwy aloes i to jak na sok całkiem sporo, jednak granatu, ani śladu. I do tego taka cena. Mimo wszystko dobrze jest :)

Może ktoś z Wam już pił coś takiego? Jak wrażenia? Skusicie się ponownie?
Miłego dnia :)


01 maja, 2013

Peeling myjący z czarną porzeczką, Joanna Naturia

Przybywam do Was dzisiaj z wyczekiwanym kolejnym postem, jak i wyczekiwaną kolejną recenzją. Dzisiaj pod lupę wezmę peeling Joanny, który zapewne zna większość z Was. Założę się, że choć raz w życiu miałyście taki peeling w ręku.
Peeling myjący z czarną porzeczką, wygładzający, Joanna Naturia, 100ml

Dostępność:
Można go znaleźć zapewne w każdym markecie i drogerii.

Skład:
Aqua, Polyethylene, Sodium Laureth Sulfate, Cocamidopropyl Betaine, Glycerin, Disodium Laureth-3, Sulfosuccinate Coco-Glucoside, Glyceryl Oleate, Acrylates / C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Xanthan Gum, Triethanolamine, Polyquaternium-7, Coceth-7, PPG-1-PEG-9, Lauryl Glycol Ether, PEG-40 Hydrogenated Castor Oil, Actinidia Chinesis Fruit Extract, Propylene Glycol, Disodium EDTA, Parfum, Butylphenyl Methylpropional, Hexyl Cinnamal, Linalool, Synthetic Wax, DMDM Hydantoin, Methylchloroisothiazolino ne, Methylisothiazolinone, CI:60730, CI:42090, CI:16255, CI:45100, CI:77499

Wydajność:
Peeling jest bardzo wydajny. Wystarczy kropla (widoczna na zdjęciu poniżej), by umyć jedną partię ciała. Taka buteleczka wystarcza na ok. pół roku. Może wydaj się to Wam dziwne, ale ja kupiłam ten pod koniec wakacji 2012 roku, a jak widać jeszcze trochę zostało. Używam 1-2 razy w tygodniu na 2 partie ciała,  czasem na całe.

Konsystencja:
Gęsta. Wygodnie się go użytkuje, nie rozlewa się. Przyjemne, całkiem duże granulki.

Zapach: 

W opakowaniu pachnie przyjemnie, jednak na skórze zapach nieco zmienia swoją woń i jest mniej przyjemny.

Kolor:

Jasno fioletowy, co widać na zdjęciu obok, czarne granulki.

Od producenta:

Peeling myjący o owocowym zapachu doskonale wygładza i odświeża ciało. Specjalnie dobrana receptura zawiera nawilżający ekstrakt z czarnej porzeczki oraz drobinki ścierające, które usuwają zanieczyszczenia i martwe komórki naskórka. 


Wspaniałe rezultaty:
  • Oczyszczona i odświeżona skóra
  • Gładsza i milsza w dotyku
  • Przyjemnie pachnąca

Opinia:
Peeling w 100% wykonuje swoje zadanie. Przy masowaniu ciała czuć drobinki ścierające, które oczyszczają naszą skórę. Skóra jest wyraźnie wygładzona i umyta, nie wymaga ponownego mycia żelem/mydłem itp. Nad składem nie będę się znęcała, bo nie jestem aż tak zagłębiona w tę chemię, a jako, że złych skutków używania tego produktu nie doznałam, tak też nie szukam winnego :) Używam na plecy i dekolt, gdzie lubią pojawiać się niemili goście. Kompletnie nie nadaje się do twarzy, bo ma naprawdę duże granulki, a takowymi możemy zrobić więcej złego, niż dobrego na naszej delikatnej skórze buzi. Dostępny w 7 przeróżnych barwach i zapachach. Ja używałam,  jak na razie, pomarańczowego, czarnej porzeczki, a następny w kolejce (już kupiony) jest grejpfrut.


Czy polecam?:

Tak. Jest naprawdę wart swojej ceny, choć jest całkiem niska. Jeśli nie miałaś go jeszcze w swojej łazience musisz to jak najszybciej zrobić :) Dostępny jest w aż 7 różnych zapachach, więc na pewno znajdzie się taki, który Ci się spodoba.

Czy kupię ponownie?:
Z pewnością, ale w innym zapachu. Chcę wypróbować każdy :)

Cena:
Nie wiem czemu, ale zależna od zapachu 3-5zł/100ml.

Ocena: 
5,5/6 Odjęte 0,5 punktu za rzekome nawilżanie, które obiecuje producent, a wcale go nie ma.

A co Wy o nim sądzicie? Lubicie te peelingi, czy używacie innych?  Miłej majówki :)