22 kwietnia, 2014

Co Warszawa szykuje dla nas w tym tygodniu?

Witajcie! :)
Od razu po świętach Warszawa przyszykowała dla swoich mieszkańców kilka świetnych atrakcji. Jeżeli mieszkacie w obrębie lub pobliżu stolice gorąco polecam i zachęcam do udziału. Mianowicie:

1. 27 kwietnia (niedziela) Pola Mokotowskie czekają na wszystkich, którzy lubią dbać o środowisko i chcą pomóc naszemu klimatowi :) To już kolejne obchody Dnia Ziemi, podczas których zużyty sprzęt elektryczny i elektroniczny można wymienić na sadzonki roślin. Z tego co pamiętam z ostatnich lat do odebrania są kwiaty, zioła i krzewy. Inicjatywa jest naprawdę bardzo interesująca i osobiście będę brała w niej udział chyba już 4 czy nawet 5 raz. Wstęp i wymiana jest całkowicie za darmo, a oprócz tego można wziąć udział w przygotowanych konkursach (dla młodszej części przyjęcia) oraz odwiedzić wiele innych stanowisk. W kwietniu 2014 Gumtree obchodzi 10 lat istnienia w Polsce i z tej okazji będzie można się poczęstować tortem oraz otrzymać gadżety z logiem firmy. Więcej można przeczytać tutaj lub tutaj.
źródło


2. 24 kwietnia odbędzie się kolejna edycja NihgtSkating, podczas którego tysiące rolkarzy z okolic Warszawy przejadą jej głównymi ulicami. Osobiście jeszcze nie brałam w tym udziału, bo cały czas coś przeszkadzało. Teraz w końcu mam możliwość i jak najbardziej się wybieram :) Przejazd zaczyna się o 20:30, a kończy ok. 23. Gorąco, gorąco polecam i zachęcam do udziału! Nie zapomnijcie zapoznać się z regulaminem :) Dokładniejsze informacje znajdują się tutaj
źródło

3. Jeżeli chcielibyście się wybrać na NightSkating, ale wcześniej musicie troszkę poćwiczyć dzisiaj (22 kwietnia) na Stadionie Narodowym odbędą się warsztaty, podczas których będzie można nauczyć się płynnie poruszać się na rolkach, hamować oraz kilku ciekawych trików. Całość zaczyna się o 18. Ja się nie wybieram, gdyż jazdę mam opanowaną bardzo dobrze, że pozwolę sobie tak skromnie napisać, a poza tym ciężko u mnie z dojazdem. Was nie mniej zachęcam do udziału. Szczegółowe informacje znajdziecie tutaj.
źródło

Oprócz tych ww., główną 'atrakcją' tego tygodnia są egzaminy gimnazjalne, w których także biorę udział. Co prawda są organizowane nie tylko w Warszawie, ale jednak do udziału w nich nie muszę zachęcać :)


Mam nadzieję, że ktoś z Was skorzysta i może się nawet spotkamy.
Tymczasem życzę Wam słonecznego dnia i przyjemnego tygodnia :)


20 kwietnia, 2014

Propozycje na pyszny, zdrowy obiad

Witam Was :)
Mnie dzisiaj pogoda nie rozpieszcza, więc korzystając z uroków długiego weekendu postanowiłam napisać tutaj co nieco, tak jak zwykle pod koniec tygodnia. Mam mnóstwo pomysłów na posty, co się jednak często nie zdarzało, ale obecnie każdą chwilę staram się wykorzystać na przygotowanie do egzaminu, stąd tylko jeden wpis tygodniowo.
Myślę, że wiele z Was chce się zdrowo odżywiać jednak brakuje nam czasem pomysłów na potrawę, która nie dość, że będzie smaczna to jeszcze mega zdrowa i tania. Przyznam się, że dosyć często zdarza mi się, że kompletnie nie mam koncepcji na obiad i pozostaje mi ugotowanie kurczaka oraz warzyw i kaszy. Bez przypraw, bez ziół, bez smaku. Ale wcale tak nie musi być. Przeglądając zdjęcia, które miałam opublikować na blogu, a tego nie zrobiłam, znalazłam kilka zdjęć moich obiadów. Od razu przystąpiłam do pisania i jednocześnie przypomniałam sobie o tym, jak smacznie niedawno jadłam.

Pierwszym pomysłem na ciekawy obiad jest kurczak smażony na oliwie z zielonym groszkiem i kaszą gryczaną.
Jak przygotować?:
Mięso zamarynować  i usmażyć na łyżce oliwy. Zdjąć z patelni i wyłożyć na nią odpowiednią ilość groszku, zalewając go wodą. Nie trzeba myć patelni po kurczaku. Smak przypraw przejdzie na groszek :) Trzymać pod przykryciem tyle, aby w środku był ciepły. Nie gotować! Ugotować kaszę.





Dalej mamy smażoną na oliwie pierś z kurczaka z kaszą gryczaną oraz kolorową sałatką.
Jak przygotować?:
Kurczaka zamarynować i usmażyć na łyżce oliwy. Kaszę ugotować według sposobu na opakowaniu. Przed przystąpieniem do przygotowywania sałatki dokładnie umyj wszystkie jej składniki! Porwać listki sałaty, paprykę i pomidora pokroić w kostkę, oliwki poprzekrawać na pół. Dla smaku można dodać koperek, szczypiorek, przyprawy oraz łyżeczkę oliwy.


Oprócz tego przypominam także o przepisie nr 4, czyli kurczaku na ostro ze szpinakiem oraz przepisie nr 1- kurczaku z warzywami.  
Jak można zaobserwować we wszystkich czterech kompozycjach główną rolę odgrywa kurczak. To właśnie jego jem najczęściej. Jest najmniej kaloryczny oraz zawiera najmniej tłuszczu spośród mięs, a przy tym dostarcza nam niezłą dawkę białka. Oczywiście nie zawiera chociażby żelaza, którego dobrym źródłem jest mięso czerwone. To właśnie dlatego nie można ograniczać się jednego rodzaju mięsa, czy też węglowodanów i tłuszczy. Wszystko w umiarze :) Oprócz tego w 90% potraw gości u mnie kasza gryczana. Uwielbiam jej smak, szybko się ją przygotowuje, a do tego jest bardzo zdrowa. Jako, że jestem jej naprawdę ogromną fanką napisałam o niej ciut więcej w tym poście.

Oczywiście w każdym przepisie można mięso przygotować za pomocą piekarnika bądź parowara albo garnka z wodą. Podobnie z węglowodanami. Można tworzyć przeróżne kompozycje i w zamian za kaszę gryczana umieścić kaszę jęczmienną, makaron pełnoziarnisty, ryż albo jeszcze coś innego, na co tylko macie ochotę :)

A jak u Was wyglądają codzienne posiłki? Chętnie poczytam Wasze pomysły na zdrowy obiad. 
Tymczasem życzę spokojnych, słonecznych i radosnych świąt :)

13 kwietnia, 2014

Jak z baniaka po wodzie zrobić prowizoryczny kosz na maliny?

Witajcie! :)
Korzystając z wolnej chwili robiłam porządki w folderach w komputerze i w ten oto sposób przypomniałam sobie o koszyku, który zrobiłam będąc na wakacjach pod namiotem. Czym prędzej posklejałam zdjęcia i gotowe! Wszystkie fotografie oprócz pierwszej są dosyć marnej jakości, ponieważ musiałam je dostosować wielkością do pozostałych, a w tym celu zmniejszałam je i rozciągałam. Mam nadzieję, że inne kolaże w przyszłości będą się lepiej prezentowały :)



Poniżej ponumerowane zdjęcia oraz instrukcja krok po kroku.


  1. Gotowy koszyk na maliny.
  2. Potrzebna nam będzie duża (u mnie 6 litrowa) butla po wodzie z korkiem, nóż oraz nożyczki
  3. Na mojej butli można wyszczególnić 3 części: górna z ośmioma wypustkami, środkowa podzielona na trzy segmenty oraz dolna identyczna jak górna. Nożyczkami odcinamy górną część.
  4. W ten sposób otrzymujemy proporcje butelki 1:2.
  5. Podobnie jak w punkcie 3 odcinamy dolną część butli, tak aby cała butla była w trzech częściach.
  6. Górny i dolny segment nakładamy na siebie. Od teraz możemy cieszyć się własnoręcznie zrecyklingowanym baniakiem na wodę.
Środkowa część jest zbędna i nie wykorzystujemy jej do wykonania koszyka.


Jak Wam się podoba? Życzę spokojnej niedzieli oraz udanego następnego tygodnia :)

05 kwietnia, 2014

Jak pozbyć się ochoty na słodycze i ograniczyć ilość ich spożywania? + kilka faktów

Witam! :)
Kolejny weekend, więc i kolejny post. Tym razem obejdzie się bez recenzji, bo wiem, że macie ich już serdecznie dość.
Ostatnio w blogosferze tematem tabu są słodycze. A to jakieś wyzwania, a to eksperymenty, a to jeszcze inne akcje.. Wszędzie roi się od sloganów, które mają na celu zniechęcić nas do podjadania między posiłkami niezdrowych przekąsek. Mamy jednak większy problem, gdy prawie całkowicie pokrywają one nasz dzienny jadłospis.


Jemy je, gdy jesteśmy smutni albo szczęśliwi. Jemy je, gdy mamy na to ochotę lub ktoś nas poczęstuje. Jemy je, rano, popołudniu, wieczorem... A po co? Czy ktoś z Was zastanawiał się czemu właściwie sięgamy po te słodkości? Czemu mamy na nie ochotę?
Powiem Wam, że walczę ze słodyczami od naprawdę długiego okresu czasu. To nie tak, że ktoś lub coś narzuca mi, że nie powinnam ich jeść. Po prostu nie chcę. Poniżej znajdziecie kilka wskazówek jak zmniejszyć ochotę oraz ograniczyć zawartość słodyczy w codziennej diecie, ale najpierw kilka faktów:

Cukry dzielmy na dwa rodzaje; cukry proste i złożone. Te pierwsze występują zarówno w owocach (fruktoza), jak i w naszych słodyczach. Owoców nie należy jednak omijać, ponieważ zawierają one ważne witaminy oraz minerały. Są idealne jako zdrowa przekąska i świetnie uzupełniają węglowodany w naszym organizmie po intensywnym treningu (np. banany). Drugim miejscem występowania cukrów prostych jest cukier rafinowany. Znajdziemy go wszędzie: w batonach, chipsach, przyprawach, jogurtach, serkach kanapkowych, a nawet w wędlinach.

Dlaczego powinno się omijać popularne słodycze?
Gdy nasz organizm otrzymuje słodkości, poziom glukozy we krwi natychmiast skacze do góry. W efekcie w bardzo krótkim czasie czujemy się szczęśliwi i odczuwamy wrażenie, że zaspokoiliśmy głód na słodycze. Tymczasem dzieje się odwrotnie; po chwili poziom glukozy spada, a nasze kubki smakowe domagają się kolejnych łakoci.


Co nam pomoże zmniejszyć ilość zjadanych łakoci?:
  • regularne odstępy czasowe między posiłkami sprawią, że glukoza będzie na względnie stałym poziomie i chęć na cukier nas nie dopadnie
  • zastąpienie słodyczy świeżymi owocami lub ich suszonymi odpowiednikami przyniesie równie pyszną rozkosz dla podniebienia i jednocześnie nie zaszkodzi naszemu zdrowiu. Należy jednak pamiętać, że suszone owoce są dosyć kaloryczne i ich spożywanie wymaga picia dodatkowych szklanek wody.
  • planowanie tego, co zjemy. Przez jakiś czas uważałam to za totalną porażkę, dopóki sama nie zaczęłam tworzyć jadłospisów. Myślałam, że zabierze mi to mój cenny czas, a jeść i tak będę tylko to, na co będę miała ochotę. Wręcz przeciwnie; odkąd tworzę własne menu trzymam się tego, co napisałam (również godzin). W efekcie nie ma już miejsca ani czasu na słodycze :)
  • pozwalanie sobie od czasu do czasu na małe co nieco. Uchroni ono nas przed obżarstwem  i jednocześnie będziemy mogli się cieszyć słodkim smakiem oraz zdrowiem. Myślę, że raz lub dwa razy na tydzień baton czy lody nie zaszkodzą. Oczywiście, gdy na co dzień trzymamy się zdrowych nawyków żywieniowych, a ruch jest nieodłączną częścią naszego dnia.
  • wszelka aktywność fizyczna; podczas treningu wydzielają się dopamina i endorfiny - hormony szczęścia. Oprócz tego ten pierwszy hamuje uczucie głodu.
  • zajmowanie się tym, co naprawdę lubisz sprawi, że przestaniesz myśleć o jedzeniu, a skupisz się na ulubionych czynnościach.

Jak odstawić słodycze?
Zacznę od tego, że nie jestem zwolennikiem ograniczania słodyczy do zera. Jak pisałam wyżej, raz na jaki czas nie zaszkodzi. Prędzej czy później byśmy coś pochłonęli, a następnie męczyłyby nas wyrzuty sumienia. Jeśli stawiamy sobie cele, niech będą one realistyczne
Sprawdzonym przeze mnie sposobem jest kupienie czekolady lub opakowania ulubionych ciastek. Każdego dnia do śniadania zjadamy jedno ciastko lub dwie kostki czekolady. Jeśli najdzie nas ochota na łakocie w późniejszych godzinach przypominamy sobie, że przecież jedliśmy je już rano. W ten sposób ograniczamy je do minimum, jednocześnie nie rezygnując z nich całkowicie. Oprócz tego mamy jeszcze wiele godzin na spalenie ich, a uśmiech nie schodzi nam z buzi od rana. Po pewnym czasie przestaniesz potrzebować nawet tego ciastka :) U mnie trwało to dwa dni. Trzeciego i czwartego dnia nie zjadłam nic słodkiego. Obecnie trwa piąty dzień, a małe cheatowanie planuję na jutro w postaci ulubionej kawy z CoffeeHeaven. Następnie znowu okres 'bezsłodyczowy'.
Myślę, że ten sposób jest naprawdę dobry i szczerze go Wam polecam.



Pamiętaj o jednym: NIGDY SIĘ NIE PODDAWAJ!



A jak u Was to wygląda? Ja Wy sobie radzicie? Czekam na Wasze wskazówki :)
Miłego weekendu :)

29 marca, 2014

Testuję - koncentrat cynamonowo-kofeinowy z papryką; BingoSpa

Tym razem ostatnia już z recenzji kosmetyków BingoSpa, ale post nie ostatni. Jeszcze się trochę ze mną pomęczycie :)

























Dostępność:
Tylko na stronie producenta: klik.

Skład:
Wybaczcie za jakość.


Wydajność:
Jest całkiem wydajny, jeśli używamy go na jedną partię ciała. Jeżeli używamy go jednocześnie na brzuch, uda i pośladki oczywiste jest, że zużyjemy go znacznie więcej. W sumie produktu nie należy nakładać dużo, więc całkiem niewielka ilość wystarcza na pokrycie wybranej części ciała.

Konsystencja:
Lekka, ale nie wodnista. Nie jest również galaretowana. Spoistość idealna jak dla takiego kosmetyku. Brak grudek.

Zapach:
Głównie w nozdrza rzuca się cynamon. Bardzo intensywna woń przypraw korzennych, dla niektórych może być nawet za bardzo intensywna.

Kolor:
W przeciwieństwie do pozostałych próbek, które miałam przyjemność używać ten produkt ma kolor pomarańczowy.

Od producenta:
"Koncentrat cynamonowo - kofeinowy BingoSpa jest preparatem przeznaczonym do profesjonalnych zabiegów w warunkach domowych. Zawiera maksymalną ilość olejków: cynamonowego, pomarańczowego, goździkowego i kofeiny, które są najskuteczniejszymi, aktywnymi substancjami redukującymi podskórną tkankę tłuszczową, która jest odpowiedzialna za cellulitu. Widoczny efekt! Potwierdzone badaniami, widoczne efekty działania już po 2-3 zabiegach. Cztery parametry jakości skóry - zmierzone przed/po - wykazały widoczną poprawę. Seria zabiegów z udziałem badanego preparatu wyraźnie wyrównywała koloryt skóry, poprawiła jej ogólny wygląd. Skóra była zdecydowanie lepiej nawilżona, wyraźnie wygładzona, odpowiednio napięta. zakończeniu badań skóra wszystkich probantek była w lepszej kondycji, a przez to widoczność tzw.„pomarańczowej skórki” zdecydowanie mniejsza. Poprawa napięcia i elastyczności skóry uda powodowała, iż wydawały się one smuklejsze. Uwaga!!! Bardzo ważne jest, aby antycellulitową kurację rozpoczynać od nakładania małych ilości koncentratu BingoSpa stopniowo zwiększając je w kolejnych zabiegach. Prawdziwy koncentrat o bardzo mocnym działaniu. Nie stosować po kąpieli! Może wystąpić silne uczucie grzania i pieczenia. Preparat nakładać na skórę cienką warstwą ew. wymieszać z kremem/balsamem do ciała. Przed użyciem preparatu zapoznaj się z zasadami jego stosowania"

Moja opinia:
Na początku powiem Wam, że naprawdę trzeba przestrzegać tego, co pisze producent na opakowaniu. Pod żadnym pozorem nie próbujcie ustalać nowych 'reguł'. Ja chcąc zrobić po swojemu przytrzymałam koncentrat (za pierwszym razem) chwilę dłużej i w efekcie otrzymałam niemiłosiernie piekący tyłek ;P Tak naprawdę łącznie preparat miałam na skórze jakieś 15 minut, ale jest to jednak o 10 za dużo niż sugeruje napis na saszetce. Myślałam, że tak niewielka różnica czasu dużo nie zmieni. 
Niestety kosmetyku używałam tylko raz, bo niestety czas mi na to nie pozwalał, a jeśli już miałam chwilę to kompletnie z głowy wypadało mi to, że mam takie 'coś' w zanadrzu, więc nie jestem w stanie stwierdzić czy stosowanie go dało jakieś większe efekty, co do obecności cellulitu. Osobiście nie wierzę w takie cuda, ale myślę, że mogą być nawet niemałą pomocą przy dążeniu do jędrnego ciała, zaraz obok zdrowego odżywiania i aktywności fizycznej. 
Preparat stosuje się całkiem przyjemnie, ponieważ jego konsystencja nie jest zbyt wodnista, ani zbyt gęsta. Używanie go umila woń przypraw korzennych, głównie cynamonu, ale również i goździka. Jeżeli nie przepadacie za tymi wariantami zapachowymi szczerze Wam odradzam ten kosmetyk, bo aromat jest bardzo, ale to bardzo intensywny. Nie ma sensu męczyć waszych nozdrzy. Jeżeli jednak przepadacie za nimi polecę z ręką na sercu.
Jak pisałam wyżej, kosmetyku używałam tylko raz, ale mogę śmiało napisać, że jego działanie po prostu czuć. Czuć jak rozgrzewa się skóra, a po chwili lekko piecze. Gdy zaczniemy mieć wrażenie lekkiego gorąca i mrowienia jest to znak, że najwyższa pora zmyć kosmetyk ze skóry.

Czy polecam?:
Trudno to określić, ale moja intuicja podpowiada mi, że kosmetyk jest całkiem dobrej jakości i naprawdę może nas wspomóc w walce z 'pomarańczową skórką'.

Cena:
Na stronie producenta jest to (obecnie trwa promocja) 26,55 zł/ 250 g lub 2,30 zł/ 10g (próbka).

Ocena:
4,5/6

Czy kupię ponownie?:
Raczej nie mam skłonności do zakupowania preparatów na cellulit, więc pewnie i na ten bym się z własnej kieszeni nie pokusiła. Nie zależy to jednak od tego, że produkt jest zły bądź coś mi w nim nie odpowiada. Po prostu wolałabym te pieniądze przeznaczyć na coś innego :)




Fakt, iż otrzymałam produkt w ramach współpracy nie wpłynęło w żaden sposób na moją opinię.

Czy ktoś z Was używał tego koncentratu przez dłuższy czas? Jak się u Was sprawował?
Czekam na Wasze komentarze :) 
Pamiętajcie, aby dobrze wykorzystać tę piękną pogodę w ten weekend! :)

24 marca, 2014

Testuję - krem na szyję i dekolt z kolagenem i algami; BingoSpa

Post miał się pojawić wczoraj, ale zupełnie wyleciało mi to z głowy. Jako że dzisiaj znalazłam wolną chwilę postanowiłam sporządzić kolejną recenzję na temat kosmetyków marki BingoSpa. Jest to przedostatni produkt, więc potem jeszcze tylko jeden i na blogu zaczną pojawiać się wpisy o pozostałej tematyce, bo jak wiecie mam bardzo, ale to bardzo mało wolnego czasu i nie mogę sobie pozwolić na poświęcenie większej jego części na pisanie. Tymczasem zapraszam :)


Dostępność:
Tylko na stronie producenta: klik.

Skład:

Wydajność:
Krem, według mnie, jest mega wydajny. Wystarczy minimalna ilość wielkości ziarnka grochu, aby rozprowadzić go na całej twarzy.

Konsystencja:
Produkt nie jest lejący się, ani też galaretowaty. Myślę, że konsystencja jest w sam raz, jak na krem do pielęgnacji twarzy.

Zapach:
Podobnie jak większość produktów tej marki, które miałam przyjemność stosować pachnie dosyć mydlano. Proszę jednak nie brać tego za wadę :) Zapach jest delikatny, trochę jakby połączenie świeżości z lekką nutą słodyczy. Bardzo trudno określić tę woń, bo nie jestem w stanie wyczuć, żadnego konkretnego aromatu. Utrzymuje się dosyć długo. Nie wiem ile dokładnie, ale kilka dobrych godzin.

Kolor: 
Jak na zdjęciu poniżej oraz obok - biały.

Od producenta:
"Krem na szyję i dekolt z kolagenem i algami BingoSpa o lekkiej konsystencji przeznaczony do codziennej pielęgnacji skóry normalnej, oczekującej kompleksowego nawilżenia, odmłodzenia oraz intensywnej regeneracji.  Krem BingoSpa wchłania się szybko i równomiernie, tworzy na powierzchni skóry cienki film, który wzmacnia jej naturalną barierę hydro - lipidową, chroni przed wysuszającym działaniem środowiska zewnętrznego oraz zmniejsza ubytek wody naskórkowej. Krem powoduje wzrost jędrności i napięcia skóry oraz wyrównanie jej kolorytu.  Tajemnicą efektywności kremu BingoSpa jest duża zawartość rozpuszczalnego kolagenu oraz ekstraktu algowego. Kolagen intensywnie nawilża i uelastycznia skórę, zapewniając efekt intensywnego liftingu i chroni ją przed pogłębianiem się zmarszczek. Ekstrakt algowy bogaty w  substancje aktywne, w tym kompleks witamin A, E i F, który neutralizuje wolne rodniki, dotlenia komórki i usuwa z nich toksyny."

Moja opinia:
Jak wcześniej wspominałam konsystencja kremu jest lekka, ale nie lejąca się. Dzięki temu, podobnie jak twierdzi producent, produkt wchłania się naprawdę szybko. Po zastosowaniu skóra jest wygładzona i ujędrniona. Wszelkie uczucie ściągnięcia czy wysuszenia znika w tempie natychmiastowym.
Zawartość parafiny na jednym z pierwszych miejsc może niektórych skutecznie odstraszać nawet bez próbnego podejścia. Ja raczej nie zwracałam (teraz przykładam do tego większą wagę) na to uwagi i nigdy nie zdarzyło mi się dyskryminować żadnego kosmetyku tylko i wyłącznie przez zawartość parafiny. Czasem działa ona pozytywnie i nie jesteśmy w stanie odczuć negatywnych skutków stosowania określonego artykułu. Niestety nie mogę tego napisać o tym kremie. To prawda, że nasza buzia doznaje nawilżającego szoku, ale niestety tworzy się na niej ten mój znienawidzony film. Gdy wspominałam o wydajności, napisałam, że produktu wystarczy niewielka ilość na całą twarz. Prawda, ale bardzo łatwo jest 'przedawkować', a wtedy efekt nie jest zbytnio komfortowy. Twarz się świeci i nasza cera sprawia wrażenie, jakby była pokryta klejem, bo właśnie taka jest w dotyku. Producent wspomina o owym filmie i twierdzi, że krem przeznaczony jest dla osób ze skóra normalną. Guzik prawda! Krem na pewno nie nadaje się dla osób ze skórą mieszaną, normalną, ani tym bardziej tłustą. Jeśli mogłabym komuś polecić przetestowanie tego kosmetyku to tylko osobom ze skórą bardzo suchą. Jak dla mnie film, który powstał był bardzo niekomfortowy i nie mogłam doczekać się chwili, kiedy zmyję go z twarzy :)

Czy polecam?:
Na to pytanie możecie sobie sami odpowiedzieć, przeczytawszy powyższy tekst :) Jeśli znajdą się chętne osoby zrobię małe rozdanie, gdzie będzie można samemu przetestować dwa kremy - w tym ten do szyi i dekoltu. Chciałby ktoś? :)

Cena:
Na stronie producenta dostaniemy krem za 34 zł/50 g

Ocena:
3,5/6

Czy kupię ponownie?:
Na pewno nie zdecydowałabym się na zakup pełnowartościowego produktu.


Fakt, iż otrzymałam produkt w ramach współpracy nie wpłynęło w żaden sposób na moją opinię.

Ktoś z Was używał tego kremu? Co Wy o nim myślicie?
Jeszcze w tym tygodniu coś powinno się pojawić, przynajmniej bardzo liczę na taką możliwość.
Miłego wieczoru :)

22 marca, 2014

Denko nr 2 styczniowo-lutowe

Witam Was :)
 Tym razem kolejne denko, które jest całkiem pokaźnych rozmiarów, ale tak jak pisałam w pierwszym jest ono dwumiesięczne.





Włosy:
  • Facelle intim - Bardzo dobrze znany płyn z Rossmanna używany przez włosomaniaczki jako środek do mycia włosów. Nie działa nad wyraz efektywnie, ale robi to, co szampon do codziennego mycia robić powinien. Pieni się całkiem dobrze, a włosy są oczyszczone pomimo braku SLS-ów. Nie podrażnił i nie wywołał alergii. Jeśli jeszcze go nie używałyście koniecznie trzeba nadrobić, bo czasem w promocjach kosztuje nawet ok. 3 zł! Ja ostatnio zrobiłam zapas na dwie butelki, a oprócz tego mam jeszcze jeden szampon do oczyszczania, więc spokojnie w tej kwestii mam arsenału na co najmniej pół roku :) Ostatnio jednak zauważyłam, że chyba moje włosy się już do niego przyzwyczaiły i będę musiała go na chwilę odstawić.
  • Różowa odżywka do włosów suchych i zniszczonych ISANA - Kupiłam jedną i więcej nie kupię. Konsystencja bardzo rzadka, a oprócz tego ma różany zapach (czego nienawidzę!). Nie sprostała moim oczekiwaniom, po tym jak używałam niebieską i beżową wersję tej samej odżywki, gdzie o tej drugiej możecie przeczytać dwa słowa również w poprzednim denku
  • Suchy szampon ISANA - Działanie dobre i długie. Włosy po użyciu rzeczywiście wyglądają jak świeżo umyte, jednak talk sprawia, że włosy robią się siwe. Nawet po kilku godzinach i porządnym rozczesywaniu włosy nie mają swojego naturalnego koloru. Minusem jest również to, że kończy się bardzo, ale to bardzo szybko, a kosztuje bez promocji 15 zł. Przy używaniu co drugi dzień kończy się po niespełna dwóch tygodniach, a uwierzcie, był 'dawkowany' w naprawdę niewielkich ilościach. Mimo to można go dostać czasem za 6 zł, a wtedy jest to bardzo interesująca oferta. Cały czas jednak pozostanę mu wierna, bo naprawdę się przydaje, a szamponów Batiste nie spotkałam za cenę mniejszą niż 14 zł.
  • Szampon intensywna pielęgnacja Timotei - Muszę się przyznać - skradł moje serce! :) Ma SLS-y, ale myję nim włosy bardzo często. Trudno nazwać go produktem, który nadaje się do oczyszczania, bo zawiera wiele ekstraktów i olejków, które działają przecudownie :) Włosy są miękkie i błyszczące. Rzeczywiście można pomyśleć, że w środku znajduje się również odżywka. Oprócz tego ma super zapach. Gorąco polecam!



Twarz:
  • Delikatny żel-krem łagodzący Bebeauty - Jak dla mnie jest to świetny produkt. Oczyszcza, zmywa makijaż, a co najważniejsze - nie ma po użyciu efektu ściągnięcia. Skóra jest zmatowiona i może mu się zdarzyć troszkę ją wysuszyć, ale myślę, że jako produkt za 5 zł (Biedronka) działanie ma rewelacyjne. 
  • Ochronny sztyft do usa Neutrogena - Pomadka, jak pomadka, ale ma 'to coś'. Bardzo nie lubię, gdy pomadka skleja mi wargi, jest gorzka w smaku bądź na mrozie zastyga na ustach, a właśnie ta nic z tych rzeczy nie robi! Kupowałam już dosyć wiele różnych produktów, ale bardzo często miałam wrażenie, że jem mydło albo posmarowałam usta klejem. Wiadome, że pomadka to nie jest cukierek i nie powinno się jej jeść, ale wiadome, że prędzej czy później posmakujemy jej wraz z jedzeniem.
    Czasem warto wydać troszkę więcej i posiadać dobry produkt.
  • Próbka kojącego żelu myjącego BANDI - Mimo, że zawiera ona tylko kilka mililitrów żelu udało mi się nim umyć twarz 2 albo nawet 3 razy i jestem w stanie stwierdzić, że zdecydowanie nie kupiłabym pełnowymiarowego produktu. Żel w sumie nie oczyszczał i jego 'działanie' można by porównać do posmarowania twarzy połączeniem białka jaja i wody, choć myślę to dałoby lepszy efekt :) Odradzam.



Ciało:
  • Krem do rąk z proteinami jedwabiu i prowitaminą B5 Ziaja - Zwyklaczek. Nic nowego, nic specjalnego. Tworzył na rękach jednak lekki film, ale w porównaniu z kremem, który obecnie posiadam spisywał się bardzo dobrze. Nie polecam, nie odradzam. W sumie to jeszcze nie spotkałam kremu do rąk, który byłabym w stanie polecić.
  • Peeling myjący Joanna - Bardzo fajny i bardzo dobrze wszystkim znany peeling do ciała. Robi co potrzeba jednak bez większych 'ochów' i 'achów'. Wad nie zauważyłam. Mogę szczerze polecić, tym bardziej, że cena jest świetna :)
  • Żel do ciała Yves Rocher wersja z granatem - Mimo znanej marki żel jest przeciętny. Koszt również nie jest wysoki, ale za tę samą cenę kupię żel co najmniej dwa razy większy (wersja, którą posiadałam miała 200ml). Myślę, że nie ma sensu iść za swego rodzaju modą i pozostać przy najzwyklejszych kosmetykach. Powiedziałabym, że żel nawet trochę wysuszył mi skórę i byłam zmuszona wysmarować się balsamem :) Wszystkie jego wady rekompensuje jednak jego zapach. Piękny, słodkawy, owocowy zapach granatu rozprzestrzenia się w całej łazience i uprzyjemnia nam kąpiel. Utrzymuje się na skórze dłuższą chwilę.
  • Próbka miodowego masła do ciała The Body Shop - Nie lubię tego rodzaju kosmetyków. Zamiast zwyczaje wchłonąć i nawilżyć skórę one oblepiają ciało i chodzimy cały czas ze swego rodzaju otoczką :) Cały efekt wygładzenia, czy też wątpliwego nawilżenia znika po spłukaniu ciała wodą. Zapach mocny, niewiele mający wspólnego z miodem. Nie polecam.
  • Serum kolagenowe BingoSpa - Fajny produkt, a szczególne jego zapach. Więcej przeczytacie o nim tutaj.
  • Kolagen do ciała BingoSpa - Znowu nic specjalnego. Nie stosuję raczek kremów do ciała, bo ich nie potrzebuję, więc i ten nie zrobił na mnie wrażenia. Więcej znajdziecie tutaj.
Na dzisiaj to wszystko. Trochę komicznie musi wyglądać to denko na Waszych listach blogowych, bo mamy już koniec marca, ale myślę, że lepiej późno niż wcale :) Kompletnie nie mogę znaleźć chwili wytchnienia, ale chciałabym jeszcze jutro wrzucić jeden wpis, zanim wpadnę w wir codziennych obowiązków :) Coś z produktów Was zaciekawiło? Z czym mieliście do czynienia?

Życzę spokojnego wieczoru i zapraszam do kolejnych odwiedzin :]

07 marca, 2014

BingoSpa na Dzień Kobiet

Witajcie!
Cały tydzień tak zalatany, że nie wiem w co włożyć ręce. Cały czas kończę pisać denko, ale nie mam dłuższej chwili, aby je skończyć. Dzisiaj na szybko, a w weekend liczę, że znajdę sekundkę na opublikowanie tamtego posta :)

Otrzymałam e-maila od firmy BingoSpa, w którym znajdowała się niespodzianka z okazji Dnia Kobiet, który będziemy obchodzić już za pół godziny :)
Mianowicie jest to kod rabatowy, z którego można korzystać jeszcze do 9 marca, także trzeba się spieszyć!


Więcej informacji znajdziecie pod tym linkiem oraz klikając w powyższe zdjęcie.


Zostawiam Was już samych, bo niestety jest bardzo późno i padam ze zmęczenia. 
Spokojnej nocy i miłych zakupów Wam życzę :)

27 lutego, 2014

Testuję - kolagen do ciała; BingoSpa

Witam w jakże tłusty dzień :)
Dzisiaj nadeszła pora na następny post z recenzją kolejnego kremu BingoSpa :) Tym razem przyjrzę się kolagenowi do ciała.


Dostępność:
Tylko na stronie producenta: klik.

Skład:

Wydajność:
Krem jest wydajny. Niewielka ilość starcza na pokrycie sporej części ciała.

Konsystencja:
Krem nie spływa z dłoni, ale jest bardzo rzadki. Wydaje się jakby był rozcieńczony wodą. Konsystencja
mało spójna :)

Zapach:
Jego woń jest taka.. zwyczajna. Ani to kwiaty, ani to owoce, ani to zapach damski, męski.. Mi pachnie jak mydło. Pachnie jak zwyczajne mydło w kostce. Zapach świeży, nieduszący, ale mydlany. Utrzymuje się dosyć długo.

Kolor:
Biel :)

Od producenta:
"Kolagen do ciała BingoSpa dzięki lekkiej konsystencji i wyjątkowo aktywnym składnikom, poprawia kondycję skóry, zapewnia jej piękny i atrakcyjny wygląd. Kolagen do ciała BingoSpa do codziennej pielęgnacji, doskonale się rozprowadza i szybko wchłania, bez niemiłego uczucia lepkości. Pozostawia skórę jedwabiście gładką, odprężoną i pachnącą."

Moja opinia:
Kolagen bardzo łatwo się rozprowadza dzięki swojej nadzwyczaj lekkie konsystencji. Dzięki temu, że jest dosyć rzadki wystarcza naprawdę bardzo mała ilość na pokrycie nią wybranej części ciała. Ilość przedstawiona na zdjęciu wystarczyła mi na pokrycie całego uda i kawałka łydki. Skóra od razu wydaje się nawilżona i gładsza. Efekt utrzymuje się do zmycia preparatu ze skóry, czyli tyle, ile przeważnie utrzymują się podobne kremy. Wchłania się dosyć szybko i nie pozostawia uczucia tłustej skóry. Tak jak napisałam nawilża, ale nie pozostawia nieprzyjemnego, tłustego filmu na skórze. 
Mydlany zapach nie jest męczący, ale nie jest też taki, nad którym można by wzdychać. Po nałożeniu preparatu mamy wrażenie jakbyśmy dopiero co wyszły spod prysznica :) Zapach jest intensywny i utrzymuje się dosyć długo, bo nawet kilka dobrych godzin. Mimo to woń jest całkiem przyjemna. Na pewno nie męczy nosa i nie podrażnia śluzówek.
Mimo, że w składzie znajduje się parafina to ja nie odczułam żadnego niepożądanego efektu związanego z jej obecnością. Skóra nie została zapchana, jak i również nie zaczerwieniła się i nie pojawiły się krostki. Krem mnie nie uczulił.

Czy polecam?:
Nie jest to coś, co zasługuje na ogromne oklaski. Jak dla mnie zwykły przeciętniaczek.

Cena:
Na stronie producenta jest to 14 zł/300 ml.

Ocena:
5/6 Zwykły przeciętny krem. Nie ma w nic nic szczególnego, aby zasłużył na 6, ale jednocześnie nie jest zły, aby dostać niższą ocenę.

Czy kupię ponownie?:
Kolagen dostałam w ramach współpracy, ale myślę, że nie skusiłabym się na jego pełnowymiarową wersję. Jak dla mnie za rzadki.


Fakt, iż otrzymałam produkt w ramach współpracy nie wpłynęło w żaden sposób na moją opinię.


Miałyście okazję używać tego kosmetyku? Lubicie preparaty od BingoSpa? Jaka jest Wasza opinia? 
Życzę Wam przepysznych pączków i mnóstwa faworków :) Raz na jakiś czas można sobie pozwolić na małe szaleństwo :)

24 lutego, 2014

Oferta sportowa Biedronki ciąg dalszy

Już w jednym z postów pokazywałam Wam czego będę szukała w najbliższych dniach w Lidlu i Biedronce z okazji nowej gazetki sportowej. Dokładnie cała moja lista była przedstawiona tutaj. Oprócz tego później miałam Wam się pochwalić tym, co upolowałam. Ów wpis nie powstał, ponieważ w sklepach widniały puste boksy. Praktycznie nic. Najbardziej liczyłam na spodnie dresowe, ale był tylko rozmiar L. Udało mi się znaleźć czarne spodnie sportowe z różową wstawką, ale w rozmiarze M i, tak jak myślałam, byłam zmuszona je oddać. Nie leżał mi ich krój, a poza tym były trochę za luźne.
Dzisiaj, tak jak obiecałam wcześniej, chcę Wam przedstawić resztę pozycji, których będę szukała. Jak wspominałam w tamtym poście, Biedronka lubi dzielić swoje gazetki na 'etapy'. W każdym etapie kolejne artykuły. W Lidlu już nie mam czego szukać, więc pokażę Wam tylko dalszy ciąg Biedronkowej oferty.

  • Ciemnofioletowy kostium kąpielowy


  • Czarne lub fioletowe buty sportowe


  • Opaska stabilizująca - kolano


  • Parowar MPM


Oprócz tego polecam Wam zwrócić uwagę na:
Słuchawki



Pojemniki na sałatkę lub jogurt

W sumie to by było na tyle. Cała oferta dostępna tutaj. Nie jest tego dużo, ale mam nadzieję, że chociaż będę mogła dotknąć i obejrzeć te artykuły. W Lidlu nie było o tym mowy. Wybierałam się kilka razy, ale zawsze to samo. Najbardziej liczę na buty, bo moje obecne są w stanie krytycznym. Oprócz tego zaciekawił mnie parowar, który jest w wyjątkowo niskiej cenie - jak dla mnie. Może ktoś z Was jest w jego posiadaniu i może się pochwalić jak się sprawuje? Jeśli nie, to może posiadasz inny parowar? Chętnie dowiem się, który sprzęt jest wart uwagi i swojej ceny, bo nie ukrywam, ale już od bardzo dawna poszukuję jego, a także sokowirówki.

Udało Wam się coś znaleźć w Lidlu? Szukacie czegoś w Biedronce? Na co najchętniej będziecie zwracać uwagę? 
Życzę słonecznego dnia, bo u mnie dzisiaj pochmurno :)

22 lutego, 2014

Jak zacząć? Podstawy zdrowego odżywiania

Na pewno wiele z Was chciałoby być jak 'ta Pani z reklamy'. Ze szczęśliwym mężem, dwójką dzieci, świetną pracą, a oprócz tego z figurą, której zazdroszczą jej wszystkie koleżanki. "Jak ona to robi?" - myślisz sobie chrupiąc kolejnego chipsa i popijając łykiem coca-coli. "Taka zalatana, a taka chuda". Następny spot z tabletkami odchudzającymi? STOP!
Od teraz  nie będzie więcej wzdychań przed telewizorem, a raczej łzy w kuchni i pot na siłowni. Aby coś mieć trzeba na to zapracować. Trzeba ciężko pracować. W tej chwili wyobraziłaś sobie kilkugodzinne męczarnie w niewygodnym stroju sportowym i pusty talerz? Nic bardziej mylnego! Chcesz zmienić swoje nawyki, ale uważasz, że nie masz na to czasu? Jesteś zbyt zmęczona? Jesteś zbyt młoda? Jesteś zbyt chuda? Jesteś zbyt gruba? Jesteś za stara na takie rzeczy? Jeszcze raz STOP! Od teraz tylko dużo pozytywnego myślenia i jeszcze więcej działania.

Zdjęcie z mojego komputera. Niestety nie mam jego źródła.


W dzisiejszym poście przekonam Was, że można jeść zdrowo i jednocześnie pysznie i sycie. Nie będzie to nic odkrywczego, ale dla wielu z Was będzie drobną wskazówką od czego można zacząć.
Kolejne aspekty zostaną wymienione w punktach, aby łatwiej było Wam tę wiedzę przyswoić i zapamiętać.

  1. Zamień białe na ciemne. Tyczy się to głównie pieczywa oraz ryżu i makaronu. Pszenny chleb zastąp razowym, bądź słonecznikowym wypieczonym z mąki żytniej lub razowej. Uwaga! Producenci bardzo często używają karmelu jako barwnika, aby wydawało się nam, że kupujemy ciemne, zdrowe wypieki. Biały ryż wymień na jego brązowy odpowiednik, bądź na wszelakie rodzaje kasz. Makaron z mąki pszennej zastąp tym z mąki pełnoziarnistej. Wbrew pozorom jest bardzo łatwo dostępny i niedrogi (czasami nawet tańszy).
  2. Pij więcej wody. Zalecane jest 1,5 l bądź nawet 2 l wody dziennie, ale najlepiej obliczyć samemu ile dokładnie nasz organizm potrzebuje płynów. Można się tego dowiedzieć mnożąc naszą wagę przez 0,03 (np. osoba, która waży 60 kg musi dostarczać 1,8 l wody dziennie). Skąd te 0,03? Na każdy kilogram masy ciała przypada 30 ml płynów, a to jest równe 0,03 l. Oprócz tego zalecane jest dokładanie pół litra na każdą godzinę ćwiczeń/biegania. 
  3. Jedz co najmniej 3 porcje warzyw ciągu dnia. Co prawda co inny artykuł, to inne dane. Raz mamy jeść co najmniej 5 porcji, a raz czytamy, że wystarczą w zupełności 4. Myślę, że to ile porcji warzyw zjemy zależy tylko i wyłącznie od tego co lubimy. To nie jest tak, że jeśli zdarzy się jeden dzień, kiedy zjemy, np. 2 razy zieleninę to coś nam się stanie. Chodzi o to, aby każdego kolejnego dnia dostarczać wystarczającą ilość witamin. Im więcej tym lepiej. Przy warzywach się nie ograniczamy.
  4. Jedz owoce codziennie, ale nie więcej niż 3 porcje. Takiego zdania jestem ja. Podobnie jak wyżej, na każdej stronie przeczytamy co innego. Ja wychodzę z założenia, że nie ma co z owocami przesadzać, bo mimo, że są smaczne i zdrowe to jednak zawierają cukier - fruktozę. Jest to cukier prosty, a jak wiemy, nie są one wskazane w dużych ilościach. Pamiętajmy jednak, że lepiej zjeść słodkiego banana, bądź garść mieniących się winogron niż pochłonąć paczkę ciastek. W takiej sytuacji nawet się nie wahaj i nie licz ile razy jadłaś już owoce tego dnia :)
  5. Zamień ciemne, czerwone mięso na drób. Czy to kurczak czy to indyk, oba te mięsa mają zdecydowanie mnie kcal oraz tłuszczu na 100 g porównując je z mięsem wołowym czy wieprzowym. Na co dzień jadaj chude piersi, a od święta pyszny pieczony schab. Nie można jednak rezygnować z niczego kompletnie. Czerwone mięso zawiera bardzo ważne żelazo, które zawarte jest w naszej krwi. Jego niedobory doprowadzą do wypadania włosów, łamania się paznokci oraz bladej cery. A chcemy przecież być piękne, prawda?
  6. Więcej białka i ryb. Białko jako główny budulec naszych mięśni oraz włosów jest niezbędny w naszej diecie. Gdzie znajdziemy go najwięcej i z czego przyswaja się najlepiej? Głównie białka jaj, drób, ryby, twarogi oraz jogurt naturalne. Oprócz tego także soja i soczewica. Ryby oczywiście są dobre na wszystko. Pamiętacie jeszcze tę reklamę: "Give me some fish. Can you give me some fish"? Zawierają zdrowe kwasy tłuszczowe oraz wiele niezbędnych witamin.
  7. Mniej przetworzonych produktów. Od dzisiaj nie kupujemy gotowych sosów, zupek, parówek, pasztetów, ciast oraz tym podobnych. Praktycznie sama chemia. Nie znajdziemy tam niczego, co mogłoby nas interesować. Teraz robimy wszystko sami w domu. Wiem, że nie każdy ma możliwości by samemu piec czy robić przetwory, ale szukajmy sposobów, a nie usprawiedliwień. Podobnie jak wcześniej: raz na jakiś czas nic nikogo nie zabije. Mi również się zdarza :)
  8. Zamień kupne słodycze na te domowe. Czy to ciasto, czy ciasteczka, babeczki, muesli albo nawet lody - róbmy sami w domu! Jeśli mamy grzeszyć to chociaż bez chemii. Nie ma nic lepszego niż domowe wypieki i gorące łakocie w ustach. Praktycznie wszystko ma swoje zdrowsze odpowiedniki: kisiel, budyń, galaretki, musy, polewy i na pewno wiele, wiele innych.
  9. Lżej! Majonez do sałatki i śmietana w zupie to nieodłączna część Twojego obiadu? Zamień te produkty na jogurt naturalny bądź mleko 2%. Smak się nie zmieni, a zaoszczędzisz sobie kcal i wariacji żołądkowych. Twoje ubrania będą Ci wdzięczne. 
  10. Zamiast smażyć, gotuj lub duś. Jeżeli jednak nie masz wyboru, używaj oliwy (pamiętaj jednak, że ma ona niższy punkt dymienia i łatwiej ją 'przypalić'; wytwarzają się wtedy szkodliwe dla nas substancje.) zamiast oleju słonecznikowego. Pamiętaj także, że olej rzepakowy jest zdrowszy od słonecznikowego. Staraj się również używać ich po prostu mniej. Zakup silikonowy pędzelek, dzięki któremu będziesz mogła rozsmarować olej na patelni.
Myślę, że wymieniłam same najistotniejsze informacje. Jeżeli czegoś zabrakło na pewno się tego dowiem z komentarzy :) Nie rozpisywałam się, co do tego jak jeść, ani nie przedstawiłam 'trików' jedzeniowych, dzięki którym można oszukać swój mózg - z chęcią napiszę o tym oddzielny post.

Pamiętajcie: aby żyć zdrowo wcale nie trzeba ' mieć na to czasu'. Wystarczy zmienić swoje nawyki, a nasza figura nam się odpłaci :)


Jeżeli się Wam podoba taka mała ściągawka, dajcie znać.
Może Wy macie jeszcze jakieś cenne rady, co do prawidłowego sposobu odżywiania się? 
Jest już bardzo późno, więc się z Wami żegnam. Życzę spokojnej nocy :)





Nie jestem lekarzem, ani dietetykiem. Wszystkie zawarte wiadomości w tym poście były pisane na podstawie mojej wiedzy, zgromadzonej dzięki przeróżnym artykułom, stronom, programom bądź książkom. Opisałam w nim to, jak ja staram się dbać o moją dietę i jak, według mnie, wygląda racjonalne żywienie. 

21 lutego, 2014

Testuję - serum kolagenowe uda, pośladki, brzuch; BingoSpa

Witajcie :)
Dzisiaj kolejny post z recenzją kremów firmy BingoSpa. Po lupę tym razem biorę serum kolagenowe na uda, pośladki i brzuch.


Dostępność:
Z tego co wiem, tylko na stronie firmy: klik.

Skład:

Wydajność:
Przeciętna. Dwie próbki, każda po 5 g, wystarczyły mi na wmasowanie produktu po 4 razy na każde udo, z czego ostatnie nakładanie kremu było wyjątkowo ubogie :)

Konsystencja:
Dosyć gęsta, nie lejąca się. Można by porównać ją do rzadkiego kisielu.

Zapach:
To jest właśnie to, co głównie mnie w tym kremie urzekło. Zapach jest prze-pięk-ny! Po pierwszym kontakcie wyczułam intensywną woń mango i papai, ale po doczytaniu na opakowaniu, że znajduje się tam również 'coś' z brzoskwini można wyróżnić również ją, ale nie zmienia to faktu, że przeważa piękny, słodki zapach papai - jak na mój nos :)
Kolor:
Biały :) Wybaczcie za jakość i wykonanie zdjęcia, ale było robione na przedramieniu (widać nawet włoski :)) o bardzo późnej porze, gdy ostatni raz nakładałam serum.

Od producenta:
"Serum kolagenowe BingoSpa zawierające wysokowartościowe, naturalne składniki aktywne skutecznie zmniejszające objawy cellulitu na brzuchu, udach i pośladkach. Wchłonięte składniki kolagenowego serum BingoSpa zmniejszają objawy cellulitu, poprawiają kondycję i koloryt skóry, odżywiają, nawilżają i wygładza skórę."

Moja opinia:
źródło
Po nałożeniu serum i wmasowaniu go okrężnymi ruchami, tak jak to zaleca producent, skóra staje się natychmiast gładka i nawilżona. Nie zauważyłam na niej żadnych zaczerwień, a po dwóch dniach stosowania nie ukazały się, żadne krostki. Krem jest delikatny i rzeczywiście konsystencja jest lekka, przez co serum wchłania się stosunkowo szybko. Co bardzo ważne, na skórze nie powstaje klejący film, którego bardzo, ale to bardzo nie lubię. Używanie produktu umilał, jak już wcześniej wspomniałam, piękny i uwodzicielski, intensywnie owocowy i słodki zapach, który roznosił się po całym pomieszczeniu w mgnieniu oka. Oprócz tego w oryginalnym opakowaniu serum znajduje się w pojemnej butelce, którego stosowanie ułatwia nam pompka dozująca.
Trudno mi określić czy spełnił swoje zadanie co do zredukowania cellulitu, ponieważ miałam do rozgospodarowania tylko dwie małe próbki. Tym bardziej trudno byłoby się spodziewać jakichkolwiek efektów po dwóch, czy trzech dniach stosowania :) Niemniej jednak masaż przy użyciu kremu był bardzo przyjemny. Krążenie w skórze się poprawiło, przez co również polepszył się jej wygląd. 
Myślę jednak, że warto wypróbować tę pozycję jeśli szukamy pomocy w walce z pomarańczową skórką, tym bardziej, że cena jest zachęcająca. Natomiast nie zapominajmy o zdrowym żywieniu i aktywności fizycznej, które są w tym aspekcie niezastąpione. Wszelakie kremy są jedynie dodatkiem polepszającym efekt :)

Czy polecam?:
Tak jak wyżej, myślę, że produkt jest wart uwagi i z czystym sumieniem mogę go Wam polecić, abyście przekonali się na własnej skórze.

Cena:
Na stronie producenta jest to 16 zł/300 ml.

Ocena:
5,99/6  ze względu na to, że nie mogłam ocenić działania antycellulitowego :)

Czy kupię ponownie?:
Serum otrzymałam w ramach testowania, ale z chęcią skusiłabym się na pełnowymiarowy produkt.


Fakt, iż otrzymałam produkt w ramach współpracy nie wpłynęło w żaden sposób na moją opinię.


Miałyście przyjemność stosować to serum? Może byłyście w posiadaniu całego produktu? Podzielcie się swoimi wrażeniami i efektami :) 
Udanego dnia :)





17 lutego, 2014

Co słychać w internetach?

Witam :)
Bardzo się cieszę, że dzięki feriom mogę nadrobić zaległości. Te na blogu, bądź te treningowe i żywieniowe. W ostatnich dniach brakowało mi czasu na wszystko, ale teraz znowu wracam na odpowiednie tory :)

Już raz robiłam post o identycznej nazwie, w którego zawartość wchodziło 12 linków, które mogą zaciekawić każdego: włosomaniaczkę, osobę uzależnioną od sportu bądź tego, kto szuka odpowiedzi na pytania związane z żywieniem. Dzisiaj ponownie udostępniam wpis z 12 propozycjami . Myślę, że jest to ciekawy pomysł na poszerzanie kręgów blogowych, jak i nadrobienie czegoś, co mogło Nas ominąć.
Także do sedna:

  1. Jeśli oczekujecie dziecka, a nie wiecie za jakie ćwiczenia się złapać zapraszam tutaj, a Wasze wątpliwości zostaną rozwiane.
  2. Szukasz ciekawego, smacznego i zarazem zdrowego przepisu z kurczakiem w roli głównej, ale nudzą Cię zwykłe sosy z warzywami? Agata ma na to sposób!
  3. Jeśli natomiast uwielbiasz gotować, a udział w konkursie nie jest Ci straszny, ponownie zapraszam do Dietetycznych Fanaberii. Do wygrania bony na zakupy!
  4. Jeżeli szukasz sposobu na miękkie i pełne objętości włosy bez wydawania majątku zapraszam do BlondHairCare, gdzie dowiesz się, jak zrobić maskę na włosy w domowym zaciszu.
  5. Marzeny możesz pooglądać zdjęcia pięknie pomalowanych paznokci i jednocześnie przekonać się, czy warto zakupić lakiery Golden Rose z serii Exotic Journey.
  6. Przeziębiliście się? A może szukacie porad jak zapobiegać chorobom? U Martyny znajdziecie sposoby na domowe lekarstwa oraz dowiecie się co zrobić, aby trzymać się zdrowo nawet wtedy, gdy zarazki szaleją wokoło. 
  7. Rudej cały czas trwa urodzinowe rozdanie. Uwaga!: ilość kosmetyków do wygrania przeraża! 
  8. Jeśli lubisz eksperymentować w kuchni zapraszam na tortillę ze szpinakiem i jajkiem sadzonym. Koniecznie dajcie znać jak Wam smakuje :)
  9. Bardzo przydatny post dla osób, które cały czas nie mogą dojść do tego, o czym my, włosomaniaczki, piszemy :) Zapraszam do małego słowniczka :)
  10. Kolejne rozdanie, ale trzeba się spieszyć. Czas tylko (a może jednak aż?) do 28 lutego.
  11. Uwaga, uwaga! Następne rozdanie, ale tym razem specjalnie skierowane dla osób z wrażliwą skórą. Wpadajcie tutaj.
  12. Dieta 3D Chili. Brzmi znajomo? Jeśli szukasz co nieco informacji o tym sposobie zrzucania wagi zapraszam tutaj

A może Wy chcecie się podzielić jakimiś postami? Chętnie poczytam :)
 Podobają Wam się takie zestawienia? 
Życzę spokojnej nocy :)

16 lutego, 2014

Sportowa oferta Lidla i Biedronki

Witam Was :)
Nie wiem czy wiecie, ale od poniedziałku, czyli już od jutra (17.02.14) Lild oraz Biedronka wprowadzają nową ofertę, a w niej artykuły sportowe. Większość z Was na pewno wie, że jakościowo są to bardzo dobre produkty, zwłaszcza za taką cenę.

Co mnie zainteresowało i czego będę szukać (Lidl):

  1. Spodnie damskie, 3/4, czarne z różowymi wstawkami:

2. Buty damskie: 


3. Spodnie dresowe, jasny beż:

Spodnie dresowe



4. Biustonosz sportowy:

Na zdjęciu koszulki, również dostępne w Lidlu.


Co mnie zainteresowało i czego będę szukać (Biedronka):

1. Spodnie sportowe, 3/4:



Biedronka, jak zwykle, postanowiła podzielić swoje propozycje na pewne partie. Od poniedziałku będzie dostępna tylko jedna rzecz, ze wszystkich które mnie zainteresowały. Resztę pozycji dodam w kolejnych dniach.

Na pewno będę poszukiwać tego, co pokazałam, ale dopiero się okaże co zakupię. Być może ich nie znajdę, bądź po prostu na żywo produkty będą zupełnie inne niż w gazetce. 
Nie ukrywam, że oferta jest bardzo interesująca zwłaszcza ta, która będzie dostępna w Biedronce w późniejszych dniach.


Oprócz tego, warto obejrzeć całą gazetkę:

Po odbyciu wycieczki do obu sklepów oczywiście się pochwalę tym, co zdobyłam :) 
A co Was zaintrygowało? 

15 lutego, 2014

Początkujący biegający: czym dysponować?

Witam :)
Dokładnie dzisiaj zaczęłam dwutygodniową przerwę od szkoły, czyli ferie zimowe. Mam wiele planów do zrealizowania w ciągu tych 14 dni, ale dzisiaj nie o tym.
Na początku chcę zaznaczyć, że ten post nie odpowie na pytanie zadane w tytule. Jeśli szukacie na nie odpowiedzi bardzo możliwe, że się ono znajdzie na moim blogu, ale w innym wpisie i raczej w niebliskim czasie. Dzisiaj to ja chcę się nieco więcej dowiedzieć o bieganiu, ale od Was.

źródło
Zacznijmy od tego o co mi dokładnie chodzi. Od naprawdę długiego czasu (od około roku) intensywnie myślę o bieganiu. Udało mi się raz wyjść i tak po prostu pobiegać, ale szybko się zniechęciłam. Od razu wiedziałam w czym zrobiłam błąd. Ubrałam się zbyt ciepło, przez co później się zgrzałam, a do tego świeżo kupione buty bardzo uciskały mi palce. W efekcie wróciłam po 10 minutach (co, jak dla mnie, i tak jest niezłym wynikiem jak na pierwszy raz) cała zasapana i z poważnymi odciskami. Po drodze myślałam, że nie dobiegnę do domu, że po prostu zemdleję. Głowa pulsowała niemiłosiernie, a płuca pokazały, że istnieją.
Tak skończyła się przygoda z bieganiem.
Od tamtej pory i tak myślę o tym całkiem poważnie. Że zacznę, powoli, ale do celu. W końcu mi wyjdzie i będę biegać. Ale kiedyś trzeba zacząć.
Do kolejnych refleksji na ten temat zachęcił mnie post u jednej z bloggerek: klik.
Niby nic, a jednak.
Niestety na zadane przeze mnie wczoraj pytania jeszcze nie dostałam odpowiedzi, jednak czekam cierpliwie. Aby mieć zdanie obiektywne proszę o radę również Was. Tak więc zwracam się do osób, które biegają i mogą mi ten temat przybliżyć.
Co mnie nurtuje?:

  1. W czym biegać podczas wiosny (ubiór)?
  2. Jakie obuwie będzie najodpowiedniejsze na warunki miejskie (99% chodnik)? Mile widziane przykłady modeli butów :)
  3. Z tego co wiem, bieganie obciąża stawy, stąd więc pytanie: jak bardzo? Czy doznaliście kiedyś poważniejszej kontuzji?
To są raczej podstawowe pytania, które męczyły mnie nieustannie od pierwszej próby. Jeśli będę miała inne, na pewno zwrócę się do Was jeszcze raz. 

Proszę o radę tych, którzy z własnego doświadczenia oraz dzięki metodzie prób i błędów, są w stanie odpowiedzieć na powyższe pytania. Zadowolę się każdą odpowiedzią, choćby na jedno z nich. Czy tutaj, czy na e-mail - Wasz wybór.

Z góry serdecznie dziękuję za każde zdanie, które mi przybliży tę dyscyplinę. Mam nadzieję, że uzyskam jakiś odzew z Waszej strony :) Zostawiam Was i niecierpliwie wyczekuję komentarzy bądź mail'i. Życzę miłego wieczoru oraz udanych ferii, tym co mają je teraz oraz tym, którzy dopiero będą mieć :)

09 lutego, 2014

Testuję - delikatnie złuszczający krem z kwasami AHA, BingoSpa

Witam :)
W styczniu otrzymałam produkty od firmy BingoSpa w ramach współpracy z blogami, a że niestety mój bardzo ograniczony zasób czasu nie pozwolił na wcześniejsze testowanie i opisywanie rezultatów, dlatego robię to dzisiaj kiedy znalazłam krótką chwilę na bloga.
Troszkę o firmie: "BingoSpa to producent, importer surowców oraz marka kosmetyczna obecna w kilkunastu krajach, która istnieje od 1988 roku i oferuje ponad 500 kosmetyków.
Marka BingoSpa to energetyczne kosmetyki, komponenty do zabiegów domowego SPA, kolagen, borowina, olej arganowy, keratyna, kwas hialuronowy, kwas glikolowy, kwasy AHA, sól i błoto z Morza Martwego. Zaawansowana pielęgnacja twarzy, włosów i ciała. Wyszczuplanie, cellulit, trądzik, rozstępy, zdrowe stopy, szampony bez SLES, odżywki i kuracje do włosów, sole do kąpieli i okładów, kremy i maski do twarzy.  
W kosmetykach  BingoSpa znajdują się głównie surowce naturalne, ekstrakty roślinne i niespotykane kompozycje zapachowe z całego świata. "
Osobiście z ową firmą nie miałam wiele wspólnego i jest to moje pierwsze spotkanie. Bardzo miło mi, że zostałam zaangażowana do kolejnej edycji współpracy i jeszcze raz dziękuję za otrzymanie produktów. 

Będę miała przyjemność testować
  • delikatnie złuszczający krem z kwasami AHA (2x5g)
  • koncentrat cynamonowo-kofeinowy z papryką (2x10g)
  • kolagen do ciała (2x10ml)
  • serum kolagenowe: uda pośladki i brzuch (2x5g)
  • krem na szyję i dekolt z kolagenem i algami (2x5g)


Dzisiaj pod lupę weźmiemy pierwszy z nich, czyli delikatnie złuszczający krem z kwasami AHA.

Dostępność:
Z tego co wiem, tylko w sklepie internetowym producenta: klik.


Skład:


Wydajność:

Osobiście kremów używam w bardzo małych ilościach raczej tylko po to, aby zlikwidować efekt ściągnięcia skóry. Póki co próbki użyłam 3 razy, a jest jej jeszcze całkiem sporo (przypomnę, że moja próbka ma 5g).



Konsystencja:

Nie jest to gęsty krem, ośmieliłabym się nawet napisać, że jest dosyć rzadki, ale się nie rozlewa.


Zapach:
Nie jest męczący. Delikatny, słodkawy, ale nieco sztuczny owocowy zapach. 

Kolor:
Biały, co tutaj się rozpisywać :) 

Od producenta:
"wyjątkowy, złuszczający krem, który redukuje zaskórniki i zmniejsza rozszerzone pory. Krem BingoSpa reguluje wydzielanie sebum. Dzięki właściwościom złuszczającym naskórek, ogranicza ilość wyprysków i blizn potrądzikowych. Krem BingoSpa z kwasami AHA jest zalecany do pielęgnacji skóry mieszanej, tłustej, trądzikowej z tendencją do powstawania zaskórników.


Stosowanie kwasów AHA do skóry zniszczonej działaniem słońca zapewnia poprawę nie tylko jej powierzchniowych warstw, ale również wpływa korzystnie na tkankę łączną.
Badania prowadzone przy pomocy ultradźwięków potwierdziły, że po kilkutygodniowym stosowaniu kremów z kwasami AHA następuje wyraźne podwyższenie w skórze aktywności fibroplastów  - komórek odpowiedzialnych za wytwarzanie kolagenu, co skutkuje lepszym nawilżeniem, a w konsekwencji do znacznej poprawy stanu skóry. Dzięki temu, że równomiernie rozprowadzają pigment oraz zapobiegają jego zbijaniu się w grudki, kwasy owocowe rozjaśniają plamy pigmentacyjne (np. starcze, wątrobowe).

Krem BingoSpa z kwasami AHA zmniejsza zanieczyszczenia i porowatości nadając skórze gładkość, dzięki czemu skóra staje się zwyczajnie piękna i promienna, delikatnie pachnąca."


Moja opinia:
Krem dzięki swojej lekkiej konsystencji bardzo szybko się wchłania i, co dla mnie jest ważne, nie pozostawia żadnego filmu, ani tłustej warstwy. Skóra otrzymuje natychmiastowe nawilżenie i od razu poprawia się jej wygląd i elastyczność. Zapach jest całkiem przyjemny, ale niestety kojarzy mi się troszkę z tanimi jogurtami owocowymi, które mają w swoim składzie sztuczne aromaty. Moja skóra czasami miewa złe dni i jest wrażliwa, na niektóre kosmetyki. Tym razem nie zauważyłam złego działania kremu. Brak zaczerwienienia czy jakiegokolwiek innego podrażnienia. Cera gładka, ale nietłusta. Ogólne działanie oceniam na duży plus, bo, co się rzadko zdarza, owy krem likwiduje uczucie ściągnięcia przy niewielkiej ilości produktu. Zastanawia mnie jednak jedna rzecz. O jakie złuszczanie chodziło producentowi? Nie wiem czy ja źle zrozumiałam działanie kremu, czy producent przedobrzył z wypisywaniem działań artykułu. 

Aby moje słowa związane z natychmiastową poprawą elastyczności i nawilżenia nie były bezpodstawne przedstawiam Wam porównanie moich dłoni (po lewej-lewa, po prawej-prawa). Myślę, że różnicę widać gołym okiem. Jak myślicie, która dłoń jest nakremowana złuszczającym kremem? :)
Dla osoby, która jako pierwsza odpowie poprawnie przygotuję jakąś małą niespodziankę :) 
Jednak się pomyliłam i wcale tej różnicy na Bloggerze nie widać; może jednak uda się Wam zgadnąć? Zepsuta jakość zdjęć :(

Czy polecam?:
Polecam każdemu kto szuka niedrogiego, a dobrego kremu, który nawilży jego skórę przy jednoczesnym nienatłuszczaniu jej. Głównie będzie się sprawdzał u osób, które posiadają tłustą oraz mieszaną lub wrażliwą cerę.

Cena: 
Na stronie producenta produkt kosztuje 22 zł/ 100 g. Myślę, że cena jest jak najbardziej przystępna, tym bardziej, że produkt wart uwagi.

Ocena:
5/6. -1 punkt za złuszczanie, którego w ogóle nie odczułam.

Czy kupię ponownie?:
Jak wiecie moja opinia była pisana na podstawie otrzymanej próbki, ale gdybym potrzebowała nawilżającego kremu, na pewno taka możliwość bym rozważała.


Fakt, iż otrzymałam produkt w ramach współpracy nie wpłynęło w żaden sposób na moją opinię.



Na dzisiaj to wszystko. Ma nadzieję, że uda mi się wpadać częściej. Życzę miłego wieczoru i zapraszam do odwiedzania bloga :)